Franciszek Górski, trzydziestoośmioletni pisarz, urodzony w Gdańsku. W Palczewicach mieszka od miesiąca, szuka tutaj azylu i odpoczynku. Pierwszy raz przyjęto go na oddział zamknięty w wieku lat szesnastu z podejrzeniem schizofrenii. Dopiero jedenaście lat później, przy kolejnej hospitalizacji, udało się poprawnie rozpoznać chorobę jako psychozę z zachowaną świadomością. Trzeci raz wylądował w szpitalu po tym jak próbował odebrać sobie życie. Po rocznym leczeniu zakończonym w październiku, zostawił rodzinne miasto i wyjechał na wieś.
Z zeszytu numer trzy (2002-2003):
12 marca, 2002
Próbuję dokończyć drugi rozdział książki, ale idzie mi marnie. Wykańczam
się w poszukiwaniu odpowiedniej motywacji dla Eryka, który wydaje się być
postacią zbyt barwną na tę opowieść. Kiedy w końcu udaje mi się sklecić parę
zdań, ląduje w łóżku i resztę dnia spędzam na paleniu papierosów i wpatrywaniu
się w sufit. Piję kawę w niepokojących ilościach, a kofeina pobudza mnie do
tego stopnia, że nocami nie mogę spać. Mam podkrążone oczy i biję się z
myślami, ilekroć widzę przed sobą tego skurwysyna. Czy ja oszalałem?
15 marca, 2002
Eryk jest zbyt wyraźny. Widzę go stojącego naprzeciwko mnie. Słyszę
jego słowa. Czuję zapach. Mogę go dotknąć. Wpatruje się we mnie ze złośliwym
uśmiechem na twarzy, zadowolony stanem rzeczy. To wszystko jest w mojej głowie.
To wszystko jest w mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie. Chore myśli.
Chory umysł. Chora fantazja. Nie daj się opętać, Franek. Musisz być, kurwa,
silny. Wiem, że on nie ma racji bytu, że to istota przeze mnie wymyślona, że
jedyne miejsce, w którym rzeczywiście istnieje to kartki wciąż niedokończonej
książki.
27 marca, 2002
Pozwoliłem mu wygrać i teraz jestem tutaj. Sufit jest biały i ściany są
białe, i podłogi są białe. Ja też jestem biały od wszystkich leków, którymi mnie
faszerują. Nie wiem, co dostaję, ale z pewnością mi to nie pomaga. Mówią, że
nie mam schizofrenii, że to psychoza. Przekazali mi to z uśmiechami na
twarzach, zupełnie jakby to była dobra wiadomość. Eryk tutaj jest. Mówi, że
zostanie na dłużej, bo jestem zabawnym gościem. Nie chcę być zabawnym gościem w
jego mniemaniu. W ogóle nie chcę, żeby miał jakiekolwiek mniemanie. Skończyłem
rozdział trzeci.
5 kwietnia, 2002
Dwudzieste siódme urodziny spędzam na oddziale zamkniętym. Sto, kurwa,
lat. Świętuję z Erykiem, który mówi mi, co mam pisać w rozdziale piątym. Słucham
go, bo ma dobre pomysły. Psychiatra próbuje dociec, dlaczego widuję akurat tę
postać, pyta z kim ją utożsamiam i jakie ma dla mnie znaczenie. Odpowiadam
wprost, że Eryk był zawsze Erykiem i pewnej nocy po prostu mi się przyśnił,
więc postanowiłem napisać o nim książkę. Pyta mnie o czym ona jest, ale milczę.
Nie mam ochoty rozmawiać z innymi pacjentami, unikam terapii grupowej i chcę
stąd wyjść. Jestem gotowy do wypisu.
17 kwietnia, 2002
Wychodzę. Jestem wolnym człowiekiem z zewnątrz, choć moje wnętrze
należy do Eryka. Nienawidzę go. Nigdy nie pałałem do nikogo nienawiścią i
teraz, kiedy ta wypełnia mnie po brzegi zupełnie nie wiem, jak sobie z nią
radzić. Liczę, że zniknie wraz z ukazaniem się książki na półkach. Jest prawie
skończona i robię ostatnie poprawki. Nie ma nawet trzystu stron, ale chcę oddać
ją wydawcy jak najszybciej, bo może tym samym uda mi się wyrzucić z siebie
Eryka. Testuje mnie na każdym kroku. Czego chcesz, skurwysynu? Masz już mój
umysł, czego Ci więcej trzeba?
23 kwietnia, 2002
Nie chcę mieć nic wspólnego z procesem wydawniczym. Zaznaczyłem to od
razu, oddając „Króla Eryka”. Obiecałem podpisać wszystkie potrzebne dokumenty.
30 kwietnia 2002
Nadzieja na pozbycie się Eryka zniknęła dziś, kiedy po powrocie z zakupów,
zobaczyłem go na swoim łóżku. Pieprzę go. Pieprzę każdą komórkę jego
wyimaginowanego ciała. Chcę zostać sam. Zniknij. Odjedź. Zgnij. Umrzyj.
Rozpadnij się. Byleby Cię nie było. I nie śmiej się ze mnie, skurwysynu, przestań
rżeć.
Z zeszytu numer osiem
(2012-2013):
2 czerwca, 2013
Bartek wyszedł ze szpitala. Ten dzieciak ma jeszcze szansę. A ja?
31 sierpnia, 2013
Trzęsą mi się dłonie, kiedy sięgam po papierosa i nie wiem czy to
kwestia trzech wypitych kaw, czy Eryka szepcącego mi do ucha. Wszystkie moje
rany są zabliźnione i nie mogę się na nie napatrzyć. Po wszystkim, co ze sobą
zrobiłem zostają mi tylko blade ślady. Psychiatra poprosił mnie o napisanie
listu do matki, ale nie wiem, co miałoby się tam znaleźć. „Cześć, mamo. To ja,
Twój syn, nie odzywałem się od pięciu lat, próbowałem się zabić i znów jestem w
szpitalu. W umieraniu jestem najwyraźniej równie kiepski, co w życiu.
Pozdrawiam”? Wolę schować się pod łóżko i udawać, że nie istnieję.
13 września, 2013
Na zajęciach grupowych opowiadałem o Eryku. Mówiłem o czterech
książkach, które znała większa część pacjentów. O tym, że mnie prześladuje. Że
teraz opiera się o moje nogi i dotyka stóp. Przemilczałem jego seksualne
zachcianki. Za dwa tygodnie mnie wypiszą. Nie wiem, co ze sobą zrobię. Wiem, że
nie wrócę do Gdańska. Czy mogę wytępić zło ze swojej głowy i wypielić
Eryka jak chwast? Powróci. Skurwysyny zawsze powracają.
28 września, 2013
Palczewice. Co ja tutaj robię?
Zwymiotowałem na podłogę w nowym mieszkaniu i nie mam siły podnieść się
z ziemi. Leżę na dywanie, łykam tabletki nasenne jak cukierki i długopis powoli
ciąży mi w dłoni. Eryk głaszcze mnie po głowie i mówi, że tej nocy będzie
spokojnie. Nie wierzę mu.
Elias Canetti w tytule.
Wizerunek: Michael Fassbender.
Nie jestem niezadowolona.

