piątek, 22 listopada 2013

Nie chcę już myśli, które chwytają zębami. Pragnę takich, które ułatwiają oddychanie.

Franciszek Górski, trzydziestoośmioletni pisarz, urodzony w Gdańsku. W Palczewicach mieszka od miesiąca, szuka tutaj azylu i odpoczynku. Pierwszy raz przyjęto go na oddział zamknięty w wieku lat szesnastu z podejrzeniem schizofrenii. Dopiero jedenaście lat później, przy kolejnej hospitalizacji, udało się poprawnie rozpoznać chorobę jako psychozę z zachowaną świadomością. Trzeci raz wylądował w szpitalu po tym jak próbował odebrać sobie życie. Po rocznym leczeniu zakończonym w październiku, zostawił rodzinne miasto i wyjechał na wieś.

Z zeszytu numer trzy (2002-2003):
12 marca, 2002
Próbuję dokończyć drugi rozdział książki, ale idzie mi marnie. Wykańczam się w poszukiwaniu odpowiedniej motywacji dla Eryka, który wydaje się być postacią zbyt barwną na tę opowieść. Kiedy w końcu udaje mi się sklecić parę zdań, ląduje w łóżku i resztę dnia spędzam na paleniu papierosów i wpatrywaniu się w sufit. Piję kawę w niepokojących ilościach, a kofeina pobudza mnie do tego stopnia, że nocami nie mogę spać. Mam podkrążone oczy i biję się z myślami, ilekroć widzę przed sobą tego skurwysyna. Czy ja oszalałem?

15 marca, 2002
Eryk jest zbyt wyraźny. Widzę go stojącego naprzeciwko mnie. Słyszę jego słowa. Czuję zapach. Mogę go dotknąć. Wpatruje się we mnie ze złośliwym uśmiechem na twarzy, zadowolony stanem rzeczy. To wszystko jest w mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie. Chore myśli. Chory umysł. Chora fantazja. Nie daj się opętać, Franek. Musisz być, kurwa, silny. Wiem, że on nie ma racji bytu, że to istota przeze mnie wymyślona, że jedyne miejsce, w którym rzeczywiście istnieje to kartki wciąż niedokończonej książki.

27 marca, 2002
Pozwoliłem mu wygrać i teraz jestem tutaj. Sufit jest biały i ściany są białe, i podłogi są białe. Ja też jestem biały od wszystkich leków, którymi mnie faszerują. Nie wiem, co dostaję, ale z pewnością mi to nie pomaga. Mówią, że nie mam schizofrenii, że to psychoza. Przekazali mi to z uśmiechami na twarzach, zupełnie jakby to była dobra wiadomość. Eryk tutaj jest. Mówi, że zostanie na dłużej, bo jestem zabawnym gościem. Nie chcę być zabawnym gościem w jego mniemaniu. W ogóle nie chcę, żeby miał jakiekolwiek mniemanie. Skończyłem rozdział trzeci.

5 kwietnia, 2002
Dwudzieste siódme urodziny spędzam na oddziale zamkniętym. Sto, kurwa, lat. Świętuję z Erykiem, który mówi mi, co mam pisać w rozdziale piątym. Słucham go, bo ma dobre pomysły. Psychiatra próbuje dociec, dlaczego widuję akurat tę postać, pyta z kim ją utożsamiam i jakie ma dla mnie znaczenie. Odpowiadam wprost, że Eryk był zawsze Erykiem i pewnej nocy po prostu mi się przyśnił, więc postanowiłem napisać o nim książkę. Pyta mnie o czym ona jest, ale milczę. Nie mam ochoty rozmawiać z innymi pacjentami, unikam terapii grupowej i chcę stąd wyjść. Jestem gotowy do wypisu.

17 kwietnia, 2002
Wychodzę. Jestem wolnym człowiekiem z zewnątrz, choć moje wnętrze należy do Eryka. Nienawidzę go. Nigdy nie pałałem do nikogo nienawiścią i teraz, kiedy ta wypełnia mnie po brzegi zupełnie nie wiem, jak sobie z nią radzić. Liczę, że zniknie wraz z ukazaniem się książki na półkach. Jest prawie skończona i robię ostatnie poprawki. Nie ma nawet trzystu stron, ale chcę oddać ją wydawcy jak najszybciej, bo może tym samym uda mi się wyrzucić z siebie Eryka. Testuje mnie na każdym kroku. Czego chcesz, skurwysynu? Masz już mój umysł, czego Ci więcej trzeba?

23 kwietnia, 2002
Nie chcę mieć nic wspólnego z procesem wydawniczym. Zaznaczyłem to od razu, oddając „Króla Eryka”. Obiecałem podpisać wszystkie potrzebne dokumenty.

30 kwietnia 2002
Nadzieja na pozbycie się Eryka zniknęła dziś, kiedy po powrocie z zakupów, zobaczyłem go na swoim łóżku. Pieprzę go. Pieprzę każdą komórkę jego wyimaginowanego ciała. Chcę zostać sam. Zniknij. Odjedź. Zgnij. Umrzyj. Rozpadnij się. Byleby Cię nie było. I nie śmiej się ze mnie, skurwysynu, przestań rżeć.


Z zeszytu numer osiem (2012-2013):
2 czerwca, 2013
Bartek wyszedł ze szpitala. Ten dzieciak ma jeszcze szansę. A ja?

31 sierpnia, 2013
Trzęsą mi się dłonie, kiedy sięgam po papierosa i nie wiem czy to kwestia trzech wypitych kaw, czy Eryka szepcącego mi do ucha. Wszystkie moje rany są zabliźnione i nie mogę się na nie napatrzyć. Po wszystkim, co ze sobą zrobiłem zostają mi tylko blade ślady. Psychiatra poprosił mnie o napisanie listu do matki, ale nie wiem, co miałoby się tam znaleźć. „Cześć, mamo. To ja, Twój syn, nie odzywałem się od pięciu lat, próbowałem się zabić i znów jestem w szpitalu. W umieraniu jestem najwyraźniej równie kiepski, co w życiu. Pozdrawiam”? Wolę schować się pod łóżko i udawać, że nie istnieję.

13 września, 2013
Na zajęciach grupowych opowiadałem o Eryku. Mówiłem o czterech książkach, które znała większa część pacjentów. O tym, że mnie prześladuje. Że teraz opiera się o moje nogi i dotyka stóp. Przemilczałem jego seksualne zachcianki. Za dwa tygodnie mnie wypiszą. Nie wiem, co ze sobą zrobię. Wiem, że nie wrócę do Gdańska. Czy mogę wytępić zło ze swojej głowy i wypielić Eryka jak chwast? Powróci. Skurwysyny zawsze powracają.

28 września, 2013
Palczewice. Co ja tutaj robię?
Zwymiotowałem na podłogę w nowym mieszkaniu i nie mam siły podnieść się z ziemi. Leżę na dywanie, łykam tabletki nasenne jak cukierki i długopis powoli ciąży mi w dłoni. Eryk głaszcze mnie po głowie i mówi, że tej nocy będzie spokojnie. Nie wierzę mu.

Elias Canetti w tytule.
Wizerunek: Michael Fassbender.
Nie jestem niezadowolona.

czwartek, 21 listopada 2013

Zło, szatan i kucyki pony.

 
 
K S E N I A W A S I L E W S K A
Czyli niespełna osiemnastoletnia dziewczyna, która ze wsią ma tyle wspólnego co nic. Wychowana w Warszawie, do Palczewic przybyła ledwie trzy miesiące temu wraz z matką oraz ojczymem. Boi się wszystkiego co żywe, czyli krów, świnek i innych wiejskich żyjątek. Do konia nie podejdzie, nawet jeśli wołami chcieliby przyciągnąć w stronę tego zwierzęcia. Toleruje jedynie swojego kota, który nie toleruje natomiast jej, oraz kilkumiesięcznego doga niemieckiego, który wiecznie wybiera się na piesze wycieczki po okolicy. 
Pięć razy w tygodniu musi zrywać się wcześnie rano, żeby zdążyć na autobus który dowiezie ją do liceum w sąsiednim mieście, pięć dni w tygodniu klnie na to, że nie ma ów szkoły na miejscu. Bo przecież gdyby zostali w Warszawie, nie musiałaby tak wcześnie wstawać. Typowa miastowa dziewczyna, która jednak Palczewice w jakiś sposób polubiła i powoli przyzwyczaja się do życia w tymże miejscu. 

cześć, lubię wątki. 

***

Bartosz Flejszar
17 lat | babcia z sąsiedztwa myli go z dziewczynką | uczeń liceum | w Palczewicach od wakacji



Omija lustra i wszelakie powierzchnie, w których możliwe jest zobaczenie własnego odbicia. Wie bowiem, że skończyłoby się to natychmiastowym stanięciem na wadze, która stoi grzecznie w rogu pokoju i kusi, a on walczy ze sobą, żeby do niej nie podejść. Boi się tego, co by zobaczył na cyfrowym wyświetlaczu, spędza mu to wręcz sen z powiek, dlatego za dnia snuje się leniwie lub w ogóle nie wstaje z łóżka i wpatruje się w sufit. Tak jest po prostu najbezpieczniej, jednakże coś w nim pęka, kiedy matka nawołuje z kuchni, bo przecież pora na wspólny posiłek – jedyny, który tego dnia spożyje. Z jedzeniem męczy się niemiłosiernie, bo każdy kolejny kęs to więcej kalorii, na których spalenie brakuje mu powoli pomysłów, a więc znika z domu na kilka godzin. Chodzi, biega, męczy się, ale wraca dopiero w chwili, gdy zaczynają się zawroty głowy. Rodziców jeszcze o tej godzinie nie ma w domu, ale to dobrze, bo taki stan rzeczy pozwala mu na zjedzenie w ciągu dnia zaledwie jednego posiłku. Wraca więc do łóżka, otula się szczelnie kołdrą. Pisze kolejny list, który wyląduje w pudełku na dnie szafy. Będzie on pedantycznie zaklejony i ukryty w białej kopercie, na której nie zostanie zapisany nawet adresat...

__________
Jest i wychudzony, nieletni pedał na blogu. 
Powitajcie, proszę. 
AURELIA MI POZWOLIŁA. 

I believe that believing we survive is what makes us survive.

Aurelia Jaworska
Z wykształcenia kardiochirurg, w Palczewicach lekarz rodzinny
Urodzona 24 grudnia; 27lat
niedoszła żona, córka marnotrawna, która z Poznania wróciła do znienawidzonych Palczewic i użera się z dziurami w chodnikach.


What if your focus splits? What if you can't be all in? Are you left with nothing at all? Maybe you just need to find a different path. Here's what's horrifying: what if you can't give a hundred percent? Maybe you just need to go back to the beginning and start all over again.

Nie tak miało wyglądać jej życie. Nie powinna była wrócić do punktu wyjścia, powinna ruszyć naprzód, zbudować swoje życie od nowa. Nie reagować na to, że ktoś popsuł jej plan, które układała całe swoje nastoletnie życie. Powinna mieć jeszcze jakiś od B do Z. Nie miała bo komuś zaufała. Babcia pół życia jej opowiadała, że się nie ufa ludziom, zwierzęta zasłużyły na więcej szacunku. Miała być silną kobietą, nie miała skończyć jak tchórz, niczym jej matka. Miała stać prosto, zatrzymać mężczyznę przy sobie, potrafić podejmować samodzielne decyzje i mimo jakiejkolwiek miłości nadal być niezależna.
Całe życie się starała, całe życie kierowała się ambicjami do momentu w którym emocje nagle były górą. Miała zostać szanowanym chirurgiem, miała uczyć innych jak ratować ludzkie życie, miała przeszczepiać serca, miała być idealną żoną i matką, miała żyć w szpitalu, miała wymyślić metodę Jaworskiej, miała być z siebie dumna. Ojciec i babcia mieli być z niej dumni. 
Palczewice wydawały się być jedyną drogą ucieczki i nowego początku. Aurelia wmówiła sobie, że musi po raz drugi zacząć tam, gdzie wszystko się zaczęło, co nie było dla niej prosto decyzją. Jaworska nigdy nie miała zostać chirurgiem, nie miała pójść w ślady matki, która dwadzieścia lat temu opuściła rodzinę. Miała zostać prawnikiem, niczym ojciec, wziąc z niego przykład. Dzięki Bogu, Aurelia nie była jedyną córką. 
Życie na wsi nigdy nie było dla niej łatwe, było odskocznią jej ojca od Darłowa, który w Palczewicach chciał zaznać świętego spokoju. Całe nastoletnie życie spędziła na płakaniu za miastem. 
Aktualnie, tylko narzeka, plączę się albo po przychodni albo po wsi byleby nie znaleźć chwili by wpaść do domu, przywitać się i słuchać pretensji ojca i babki. Nie może patrzeć na swoją młodszą siostrę, która z idealnym mężem jest idealną przewodniczącą Klubu Kobiet. W sklepie nie ma jej ulubionych gazet, seriale musi oglądać w internecie, a co najważniejsze chciałaby się napić dobrego wina. Wynaję pokój w agroturystyce. Wzdycha, zdycha i płacze nad suknią ślubną. Codziennie rozpakowuje jakiś ślubny prezent i wcale nie ma zamiaru ich oddawać, zwłaszcza, że trzy blendery i dwa żelazka na pewno jej się kiedyś przydadzą (jej mania chomikowania tak uważa). Znowu zaczęła palić papierosy, chciałaby pogrzebać komuś w sercu, a nie leczyć katar i kaszel. Pierścionek zaręczynowy i obrączką leżą na spłuczce, jakby odważyła się ich kiedyś pozbyć. Ostatnio woli Pretty Woman i lody niż ludzi, jakby kiedykolwiek w ogóle ludzi lubiła.

[ Męczyłam się z kartą bardzo, ale zapewne za niedługo ją poprawię. Aurelie można pamiętać z kiedyś jak jeszcze była fajniejsza i trochę mniej zepsuta ;) Zapraszam do wątków.]


środa, 20 listopada 2013

Miłość to nie pluszowy miś


Pola Karwowska
Dwadzieścia trzy lata, młoda pani grafik
Miała dosyć miejskiego zgiełku, a że swoje zlecenia może wykonywać w domu, to mieszka na zadupiu
Od trzech miesięcy w Palczewicach
Pola nigdy nie była nikim wyróżniającym się z tłumu. Nie buntowała się, nie wracała pijana do domu i nie uciekała na noc. Była zwykłym dzieckiem wychowanym na wsi w Wielkopolsce. Ukończyła gimnazjum jako przeciętna uczennica, a w liceum stwierdziła, że chce dostać się na studia do Warszawy. Zaczęła się uczyć, dużo uczyć. Jej ambicje były duże, a rodzice dziewczyny pękali z dumy, szczególnie, kiedy dowiedzieli się, iż ich osiemnastoletnia córka dostała się na grafikę komputerową w stolicy. I teraz, po kilku latach, zamieszkała nad morzem, zmęczona życiem w mieście. Żyje sobie spokojnie w niewielkim domku z ogródkiem, który jest pozostałością po jej zmarłej babci. Wykonuje cicho swoją pracę, codziennie karmi swoje siedem szczurów. Każdego dnia rano zjada miskę płatków czekoladowych z mlekiem, by następnie iść na zakupy. Rozmawia trochę z ludźmi, ogląda się za chłopakami... I dziewczynami też. Sprząta w swoim małym domku, przy okazji porządkując sobie trochę umysł, bo ten potrzebuje trochę wytchnienia. Wieczorami pije herbatę z dwoma łyżeczkami cukru i plasterkiem cytryny, czytając książki o miłości. W jej szafie wisi siedem swetrów, każdy na inny dzień tygodnia, chociaż właściwie i tak przestała przestrzegać kolejności po miesiącu. Czasami się złości, czasami płacze, często się śmieje. Jest po prostu Polą Karwowską. I chyba tyle wystarczy.

[Borze szumiący, zasłońcie to ;____;'
Wiem, że karta nie zachęca, ale ja lubię wątki i powiązania i mam nadzieję, że się nie zrazicie.
Kiedyś ją poprawię. Jak przestanę być leniwa.]

You made 'em laugh - you made 'em cry. You made us feel like we could fly.

Michał Nowak
Urodzony 23 marca 1984 roku w Palczewicach. Kiedy miał osiem lat jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Wraz z siostrą trafili więc pod opiekę babki. Zaraz po ukończeniu szkoły średniej wyjechał do Warszawy na studia. Tam ukończył zarządzanie i załapał się na staż w jednej z dużych korporacji. Do Palczewic wrócił rok temu, kiedy dowiedział się, że jego starsza siostra uciekła wraz ze swym partnerem za granicę zostawiając swoją córkę pod opieką ich babki. Nie chcąc dokładać staruszce zmartwień i stresu porzucił dobrze zapowiadającą się karierę i wrócił do Palczewic. Obecnie próbuje zastąpić małej Anastazji rodziców, pomóc babci w gospodarstwie i znaleźć chwilę wytchnienia, bo pomiędzy tym wszystkim musi jeszcze dojeżdżać codziennie rano do Darłowa, gdzie rozkręca własną firmę i udawać, że to wszystko wcale nie jest dla niego dużym obciążeniem.

Is this the real life? Is this just fantasy?
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
I'm just a poor boy, I need no sympathy,
Because I'm easy come, easy go, little high, little low.
 Anyway the wind blows. Doesn't really matter to me, to me.

wtorek, 19 listopada 2013

"Żeby móc się życiem cieszyć trzeba grzeszyć i niegrzeszyć"

 Zdanie o kimś wyrabiamy sobie już w zaledwie kilka sekund. Patrzymy na kogoś, obserwujemy jego gesty, jego mimikę twarzy i jego uśmiech. Później słuchamy barwy głosu i dopiero na końcu tego, co ktoś mówi. Dlatego tak łatwo wydać błędny osąd.
 Jakże łatwo jest powiedzieć "Jaka ta kobieta uprzejma, uśmiech taki radosny". Jakże łatwo powiedzieć "Oh, taka wykształcona i światła". A jakże trudno ocenić, czy pozory mylą.
 Kim jest ta kobieta? Skąd ma tyle pieniędzy? Dlaczego jest sama? Gdzie rodzina, mąż, cokolwiek? Dlaczego przyjechała akurat tutaj? Dlaczego mieszka w domu starej Gałuszkowej? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?! Pytania krążą po okolicy, ludzie zadają je między sobą, ale nikt nie zapyta samej Magdaleny. A Madzia dumnie idzie przez wieś, z ogromnym kokiem z dreadów na głowie, z wesołym uśmiechem i ogromną torbą na zakupy. Idzie. Bo nie używa samochodu. W garażu ogromnego domu stoi nowiuteńkie trzydrzwiowe Audi A3.


Magdalena Nabożna

25 lat 
autorka bestsellerowego melodramatu 2012-go roku 

 Pojawiła się tutaj po raz pierwszy w marcu 2012 roku. Dokładnie pół roku po śmierci Emmy Gałuszki. Przyjechała nowym samochodem, pojechała kawałek od wsi, skręciła w lewo i wysiadła. Jej oczom ukazał się zniszczony, drewniany dom. Ogromny dom, w którym dawniej przyjmowano turystów. Ta młoda kobieta wzbudziła zainteresowanie mieszkańców. Miała klucze do domu Gałuszkowej, a nikt tam nie wchodził od jej śmierci. Podobno kobieta nie miała rodziny, ani rodzeństwa, ani dzieci. Mąż jej zmarł wiele lat przed nią, a o jego rodzinie też nic nie było wiadomo. Aż tu nagle ta młoda dziewczyna. Kupiła w sklepie butelkę najdroższego wina i paczę papierosów mentolowych. Zamówiła w barze porcję pierogów ruskich i zniknęła. Widocznie spała w tym drewnianym molochu. Kolejnego dnia już jej nie było. Kilka tygodni później przyjechała ekipa robotników i pracowała ciężko przy remoncie domu. Odnowiono deski, a wnętrze zupełnie zmieniono. Jak? Nikt nie wie. Dziewczyna nikogo nie zaprosiła do środka. Gości zwykła była przyjmować chłodno na dużej werandzie obrośniętej winogronem. Poddasze, będące kiedyś pokojami gościnnymi, odrestaurowała, tak samo jak dwie sypialnie na pierwszym piętrze. Ale nigdy nikt jej nie odwiedził. Choć początkowo wydawała się dojrzałą kobietą, zawsze w ogromnym kapeluszu i butach na obcasach, z czasem mieszkańcy tej małej mieścinki przekonali się, że w cale elegancką kobietą ona nie jest. Do sklepu zdarza się jej chodzić w ogromnych swetrach i kaloszach. Na jaw, spod kapelusza, wyszły również jej włosy. Długie i ciężkie dready, które wzbudziły kontrowersje wśród najstarszej części społeczeństwa. Całe wakacje spędziła albo na publicznej plaży, albo zamknięta w czterech ścianach swojego wysokiego muru.
 Zaadoptowała ostatnio rudego kociaka, którego nazwała dumnym imieniem : Kiełbaska. Dlaczego takie imię? Prawdopodobnie sama nie wie.
 Twierdzi, że była tutaj jako mała dziewczynka, a następnie jako nastolatka. Ale chyba nikt jej nie pamięta.
 Ta zamknięta w sobie, małomówna kobieta mierzy 170 cm wzrostu, a jej skórę pokrywa kilka tatuaży. Należy do raczej niebrzydkich kobiet, które i bez makijażu wyglądają dobrze.

[Kiedyś rozbuduję kartę, to pewnie. Ale chciałam już ją opublikować :)]

Jestem jestem kamykiem lecącym w twoje okno - Mela Koteluk





Antonina Majewska

lat 25
recepcjonistka w przychodni






W wieku dziewiętnastu lat wraz z ojcem przeprowadziła się do jego rodziny do wsi zwanej Palczewice. Jak można się spodziewać nie była z tego faktu zadowolona bo całe życie wychowywała się w mieście. Ale ten dom nie jest zwykłym domkiem jednorodzinnym z ogródkiem. Jest to kilkonastohektarowe gospodarstwo, na którym można spotkać wiele zwierząt a nawet mały sad. Dziadków spotykała tylko kiedy przyjeżdżała na wakacje jako dziecko, teraz o wiele trudniej było jej się z nimi dogadać szczególnie gdy chcieli aby pomogła im się zajmować gospodarstwem. Na początku się przed tym broniła, ale w końcu uległa. Dojenie krowy wcale nie było takie trudne jakie może się wydawać. Próbowała coś tam studiować jednakże każdy kierunek szybko jej się nudził. Nie mogła odnaleźć się w inżynierki, pedagogice czy też dziennikarstwie. Ciężko jest zagłębić się w jednej dziedzinie kiedy lubi się wszystko po trochu. 

Dużą rolę w jej życiu odegrała znajomość z nijakim panem Maksymilianem Bednarskim. Poznała go kilka tygodni po tym jak się przeprowadziła. Kiedy zobaczyła Maksa poczuła te legendarne motyle w brzuchu i miękkie kolana. Głupia naiwna dziewczyna zakochała się na zabój po kilku rozmowach. Zaczęli się ze sobą umawiać i wszystko wydawało się takie cudowne. Oczywiście do czasu bo okazało się, że chłopak chce iść na zawodowego żołnierza i ma zamiar wyjechać do Afganistanu na misję. To miał być tylko rok, mieli to wytrzymać. Pisali do siebie listy, Antonina jak głupia codziennie wypatrywała listonosza z nadzieją, że coś dla niej ma. Jedyne co jej po nim zostało to Marcel, kot którego jej dał aby w każdym momencie kiedy będzie za nim tęsknić będzie mogła się do niego przytulić. Po roku jej ukochany przyjechał ale ze złą wiadomością. Powiedział jej, że przyjechał tylko na kilka dni bo musi tam wracać. To był wielki cios dla Majewskiej. Całe dwanaście miesięcy cierpienia miało okazać się o wiele dłuższą podróżą. Ich kontakt się urwał pół roku po tym jak wyjechał na kolejną misję. Nie dostała kilka miesięcy od niego żadnego listu. Na początku myślała, że zginął. Jego rodzina nic o tym nie wiedziała więc nie było to raczej możliwe. Antonina uznała, że jak widać Maksymilianowi się odwidziało, może stwierdził, że coś takiego nie ma sensu. Spróbowała żyć od nowa.

Pozostaje zadać pytanie jak te wszystkie zdarzenia wpłynęły na jej życie. Na pewno miały bardzo duży wpływ na ukształtowanie charakteru oraz tego jak potoczyły się jej losy. Nadal jest w pewnym stopniu związana z przeszłością, od której nie może się uwolnić. Robi wiele rzeczy by nie pozostać sama ze swoimi myślami. Próbowała ułożyć sobie życie z innym mężczyzną ale zakończyło się to tak szybko jak zaczęło. Nadal jest tą samą wrażliwą dziewczyną, która chciałaby pomóc całemu światu zapominając o sobie. 

poniedziałek, 18 listopada 2013


Piotr Król 
Na pierwszym miejscu najczęściej zadawanych pytań w Twoim życiu plasuje się – pozostające zawsze bez odpowiedzi – dlaczego?, zaraz za nim stoi pytanie gdzie jesteś?. Zaszczytne trzecie miejsce jedyne pytanie z tej trójki, na które masz szansę uzyskać odpowiedź: ile?. Od zawsze Twoje życie składało się z tysięcy pytań i tylko paru odpowiedzi. Szybko okazało się, że wiesz dużo mniej, niż przypuszczałeś, oraz że nie potrafisz niemal nic. Życie zweryfikowało Twoje cechy, pokazało Ci, jak bardzo skupiałeś się na tym, co nigdy miało Ci się nie przydać. Codziennie rzeczywistość wystawia na próbę Twój charakter, silną wolę i choć powinieneś uodparniać się z każdym wyzwaniem, Ty pragniesz jedynie się poddać, nie wytrzymać kolejnej próby. Brakuje Ci odwagi, by być słabym. Brakuje Ci siły, by odpuścić. Nie jesteś w stanie określić dokładnie, czy to przywiązanie, miłość, czy poczucie obowiązku trzyma Cię w tym więzieniu. Codziennie stajesz twarzą w twarz ze swoimi słabościami. Codziennie uderzasz w powietrze, wyobrażając sobie, że walczysz z tym, co założyło Cię pęta. Każdy przyjęty fizyczny cios pozwala Ci odczuć coś innego, niż tylko psychiczny dyskomfort. Potrzebujesz trzasku łamanych kości, metalicznego posmaku krwi w ustach, spuchniętych oczu, popękanych warg i krwawiących łuków brwiowych. Bijesz innych, widząc jedynie jego twarz.
        
Jeszcze mniej czasu, bądźcie cierpliwi. :>

jeśli chcesz idealnego świata, pozbądź się ludzi

I l o n a   E w a   N i e d z i ń s k a
(  K   a   r   d   a   ś   )
1 3   s t y c z n i a   1 9 7 4
Krosno — Poznań — Palczewice
jedenaście lat, ale wciąż nietutejsza
nauczycielka języka angielskiego
rodzina na drugim końcu kraju
trzy stworzenia płci żeńskiej na utrzymaniu

Praktycznie zaraz po maturze zwiała z Krosna do Poznania, z mocnym przekonaniem, że do rodzinnego domu nie wróci. Może i u Kardasiów nie było całkiem źle, ale i wzorowymi nie dało się ich relacji nazwać — ona w każdym razie miała  dość atmosfery ciągłych pretensji o nic. Marka poznała pod koniec drugiego roku studiów. Nie było motyli w brzuchu i wielkiego romantyzmu — przez dłuższy czas widzieli się raczej w kategorii dobrych znajomych — nie zabrakło za to alkoholu pewnego wyjątkowo paskudnego wieczora. Kiedy okazało się, że jest w ciąży... Może nie szaleli z radości, ale decyzja o ślubie wydawała się być całkiem naturalną. Ich najstarsza córka doczekała się siostry, mając niespełna trzy lata i wtedy jeszcze wszystko zdawało się doskonale układać. Z całą pewnością nie był to moment, w którym Ilona oczekiwałaby jakichkolwiek większych zmian, ale cóż — czasem nie da się ich uniknąć. Wiosną dwa tysiące drugiego roku zmarła matka Marka, po czym stary pan Niedziński wyraźnie postawił sobie za punkt honoru ściągnięcie z powrotem do Palczewic wszystkich swoich dzieci. Nie żeby Marek był tym najbardziej opornym... Nieduże, ale wystarczające mieszkanie i względnie uporządkowane życie w Poznaniu wymienili na pokój na poddaszu i zaczynanie wszystkiego od początku. W międzyczasie obojgu udało się znaleźć pracę, doczekali się trzeciej córki, zaś najstarsza zaczęła regularnie grozić im, że któregoś dnia nie wytrzyma i przeniesie się do Krosna, do ciotki Anity. A Ilona wciąż, nawet po tylu latach, nie potrafi przyzwyczaić się do tego miejsca.

[Dzieńdobrywieczór. Znać się możemy, możemy nie. Na zdjęciu Emily Mortimer, w tytule Anthony de Mello. Mąż, jego rodzeństwo, najstarsza córka — do przejęcia, jakby ktoś miał ochotę. Kontakt, gdyby ktoś był zainteresowany: 43269757, stipoideae@gmail.com]

WITAMY

czwartek, 31 października 2013

Szymon Król
Siedemnastolatek niezdolny do samodzielnego życia.
Nie do końca rozwinięty, nie do końca bezpieczny, nie do końca tolerowany.
Rzuca kamieniami, szarpie dzieci, kradnie kury, straszy krowy, bije szyby, wykręca śrubki.

                                                                                                                                                                                      

środa, 30 października 2013

Piotr Król, dwudziestosiedmioletni absolwent pedagogiki resocjalizacyjnej na UW. Urodzony w Palczewicach, wyemigrował do stolicy razem z ciężarną matką, mając niespełna siedemnaście lat. Syn nieżyjących już Jerzego, właściciela stadniny, oraz Pauliny  pediatry. Od pięciu lat opiekun prawny swojego młodszego brata. Od trzech miesięcy znów na wsi, próbując poradzić sobie z odziedziczoną ruiną, którą niegdyś nazywał stadniną, i długami. Już nie tutejszy, obcy. Nie będąc w stanie zapanować całkowicie nad bratem, szybko stał się przyczyną całego zła w Palczewicach. Już nie Piotruś. Syn powszechnie znanego alkoholika i dziwki, pewnie złodziej i bandyta.
                                                                                                                                           

wtorek, 1 października 2013

p o w i ą z a n i

P a l c z e w i c e

M a r e k    N i e d z i ń s k i
6 marca 1971
mąż

R e n a t a   M a g d a l e n a   N i e d z i ń s k a
2 lipca 1997
córka numer jeden

A n n a   J a d w i g a   N i e d z i ń s k a
19 marca 2000
córka numer dwa

D a g m a r a   A l i c j a   N i e d z i ń s k a
14 grudnia 2005
córka numer trzy

H e n r y k   N i e d z i ń s k i
2 września 1949
teść

A g n i e s z k a   K a r m a n   ( N i e d z i ń s k a )
26 stycznia 1973
szwagierka numer jeden

G r z e g o r z   N i e d z i ń s k i
20 listopada 1975
szwagier numer jeden 

A n d r z e j   N i e d z i ń s k i
16 lutego 1979
szwagier numer dwa

W e r o n i k a   N i e d z i ń s k a
13 października 1982
szwagierka numer dwa

K r o s n o

M a r i a   K a r d a ś   ( P o t o c z n a )
7 kwietnia 1952
matka

T a d e u s z   K a r d a ś
14 sierpnia 1949
ojciec

A n i t a   J a m r o g a   ( K a r d a ś )
21 maja 1980
siostra