czwartek, 21 listopada 2013

***

Bartosz Flejszar
17 lat | babcia z sąsiedztwa myli go z dziewczynką | uczeń liceum | w Palczewicach od wakacji



Omija lustra i wszelakie powierzchnie, w których możliwe jest zobaczenie własnego odbicia. Wie bowiem, że skończyłoby się to natychmiastowym stanięciem na wadze, która stoi grzecznie w rogu pokoju i kusi, a on walczy ze sobą, żeby do niej nie podejść. Boi się tego, co by zobaczył na cyfrowym wyświetlaczu, spędza mu to wręcz sen z powiek, dlatego za dnia snuje się leniwie lub w ogóle nie wstaje z łóżka i wpatruje się w sufit. Tak jest po prostu najbezpieczniej, jednakże coś w nim pęka, kiedy matka nawołuje z kuchni, bo przecież pora na wspólny posiłek – jedyny, który tego dnia spożyje. Z jedzeniem męczy się niemiłosiernie, bo każdy kolejny kęs to więcej kalorii, na których spalenie brakuje mu powoli pomysłów, a więc znika z domu na kilka godzin. Chodzi, biega, męczy się, ale wraca dopiero w chwili, gdy zaczynają się zawroty głowy. Rodziców jeszcze o tej godzinie nie ma w domu, ale to dobrze, bo taki stan rzeczy pozwala mu na zjedzenie w ciągu dnia zaledwie jednego posiłku. Wraca więc do łóżka, otula się szczelnie kołdrą. Pisze kolejny list, który wyląduje w pudełku na dnie szafy. Będzie on pedantycznie zaklejony i ukryty w białej kopercie, na której nie zostanie zapisany nawet adresat...

__________
Jest i wychudzony, nieletni pedał na blogu. 
Powitajcie, proszę. 
AURELIA MI POZWOLIŁA. 

14 komentarzy:

  1. [ "babcia z sąsiedztwa myli go z dziewczynką" <3
    Pomysły?;> I witam ślicznie!]
    Aurelia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bartuś jest cudowny i ja go kocham, i Franek też będzie go kochał.]

    OdpowiedzUsuń
  3. Palczewice są obce. Ta wieś, Ci ludzie, drzewa i domy, wszystko jest obce. Mimo że w Gdańsku Franek znał niewiele osób, a i drogi obierał w gruncie rzeczy dobrze już znane, miasto wydawało mu się jego miastem. Co do tego nie było wątpliwości ani wtedy, ani teraz. Zresztą, to okazało się później problemem, którego trzeba się pozbyć, póki się jeszcze ma siłę na przeniesienie trzech kartonów do samochodu. Nie można wrócić do miejsca, które kojarzy się jedynie z szaleństwem. I choć mężczyzna szczerze nienawidzi całego Trójmiasta, Palczewice również nie są dla niego wymarzoną lokacją. Nie wie, co go nakłoniło do tej wsi – mógł jechać gdziekolwiek, oddalić się bardziej niż dwie i pół godziny spędzone w samochodzie, a mimo to wylądował w dziurze, która wydaje się być uczulona na wszelkie przejawy wariactwa. Przeżywa więc wzrokowe oblężenie kółka różańcowego, gdy tylko idzie do sklepu spożywczego (mogłoby się wydawać, że wybiera odpowiednią porę, niezachęcającą innych do robienia zakupów, ale koniec końców i tak lądował pomiędzy stadem starszych pań) albo co gorsza, niewidziany jest na niedzielnej mszy. Krążą plotki, o których Franek dowiaduje się zupełnym przypadkiem (a może wręcz przeciwnie?), kiedy stojąc w kolejce po wędlinę, jakaś klientka zbyt głośno wymawia jego imię, zwracając na siebie uwagę. Może i byłby z tego powodu zły albo chociaż zdenerwowany, ale wszystko to wymaga zbyt wielkiego wysiłku. Jest zmęczony tym że musi rano wstać z łóżka, że stojąc pod prysznicem, czuje dłonie Eryka na swoich pośladkach, że gdy tylko otwiera dokument tekstowy, zbiera mu się na wymioty. Jest zmęczony dosłownie wszystkim. Nie ma czasu na przejmowanie się plotkami – nie, kiedy musi radzić sobie z porannym wzwodem, wywołanym przez omam.
    Niedziela, jako dzień, który wydaje się być całkowicie poświęcony porannej mszy, jest dla Franka niejakim wybawieniem, bo może wyjść z domu niezauważony. Wszyscy mieszkańcy wydają się być pogrążeni w modlitewnym amoku, więc ma szansę przemknąć spacerem pomiędzy swoją posesją, a oddalonym o kilometr lasem. Idzie powoli, bo wie że nikogo nie spotka i ta świadomość jest dobra. Tylko on. Tylko on i Eryk. Tylko oni. Wdycha świeże powietrze do płuc, przez chwilę rzeczywiście rozumiejąc powody, dla których wybrał Palczewice, jako miejsce zamieszkania.
    Tylko się zbytnio nie ekscytuj, słyszy przy swoim uchu, lecz całkowicie ignoruje właściciela głosu. Wsuwa dłonie do kieszeni i wchodzi do lasu. Zbacza z wyznaczonej trasy, którą mieszkańcy i turyści zdążyli wydeptać. Skręca w lewo, starając się nie zwracać zbyt wielkiej uwagi na to gdzie idzie. Jest cicho. Jest spokojnie. Nawet tendencja Eryka do darcia się w niebogłosy (co w jego mniemaniu jest jednak śpiewaniem) nie przeszkadza mu w niemal namacalnym odczuwaniu ciszy, która w tym momencie jest zupełnie niezależna od omamu.
    Na drobną sylwetkę natrafia wzrokiem jakiś czas później, kiedy to decyduje się poszukać dogodnego miejsca do odpoczynku. Z początku pewien jest, że to tylko przewidzenie, ale czym bardziej się przybliża, tym postać jest wyraźniejsza. Stoi tam. I Franek wie, że to on. To nie może być nikt inny. Przez krótką chwilę odczuwa radość, ta wypełnia go i jest wszystkim. Trwa to jednak zbyt krótko, by móc odczuć to szczęście na dłuższą metę i zachować w pamięci jej wspomnienie. Zaciska usta w wąską linię, a dłonie w pięści. W głowie ma kompletny mętlik. Spogląda na Eryka, który uśmiecha się do niego złośliwie, doskonale wiedząc co się dzieje. Powoli przytakuje.
    - Kurwa – jęczy pod nosem, nabierając do płuc tyle powietrza, ile tylko jest w stanie. Jedną dłoń rozwiera i przykłada do ust. Chętnie udusiłby się tlenem, szczególnie w tym momencie. Bo Bartek nie jest Bartkiem, nie może być Bartkiem. Bartek jest jak Eryk. Nie istnieje.
    /Franek

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest przekonany, co do słuszności swojej tezy. To go przeraża, bo oznacza, że choroba postępuje i to gwałtownie. Do tej pory widywał tylko Eryka – to zawsze był on, nigdy ktoś inny. Owszem, czasem czuł w pokoju zgniliznę i cały dzień wietrzył mieszkanie albo miał wrażenie, że całe jego ciało pokryte jest robakami, więc spędzał kilka godzin pod prysznicem, próbując się ich pozbyć. Generalnie jednak, omamy wzrokowe dotyczyły tylko i wyłącznie Eryka. Do teraz. Nie może znieść myśli, że pogorszyło mu się na tyle, by widzieć Bartka ani tego, że to akurat on. Może poradziłby sobie z kimś, kogo łatwo byłoby mu nienawidzić, ale ten chłopak? Nie zasłużył na to, by wyzywać go nocami od skurwysynów, by rzucać w niego wazonami i wszystkim, co się nawinie pod rękę. I nawet jeśli nie odczuje tego, ba!, nie będzie miał pojęcia o żadnej z tych sytuacji, Franek będzie.
    Powoli odsuwa dłoń od ust. Pozostaje sztywny, jego ciało całkowicie się buntuje. Nie wie czy to reakcja obronna przed kolejnym omamem, czy może odezwała się w nim tęsknota za chłopakiem. Ma ochotę stąd uciec, uniknąć kontaktu i udać, że to się wcale nie dzieje. Sam nie wie, co ma myśleć i jak reagować, bo omam Bartka jest zupełnie inny od Eryka i to jest dekoncentrujące.
    Milczy. Tę metodę stosuje od dawna, rzadko kiedy zwracając się bezpośrednio do swoich omamów. Tylko nocami krzyczy na Eryka albo jęczy, rzucając się na łóżku. Kiedyś natomiast miał tendencję do długich i męczących rozmów, zupełnie jakby liczył, że kiedy wyczerpią im się tematy, mężczyzna zniknie. Nigdy tego nie zrobił, nie opuścił jego boku, nie pozwolił na normalne życie. Jest pasożytem. Zagrożeniem. A myśl, że Bartek może być taki sam, że może zechcieć uprzykrzyć mu życie jest zwyczajnie przykra.
    - Dlaczego akurat Ty? – pyta, poddając się. Ramiona mu opadają i kuli się w sobie, próbuje znaleźć drogę wyjścia, ale ma do wyboru to, co robi teraz i wściekłość. Na tę drugą nie ma sił. Przesuwa językiem po spierzchniętych wargach i stara się utrzymać wzrok na oczach Bartka, ale nie może, więc opuszcza go na nos, później usta, aż w końcu ląduje na klatce piersiowej. – Z całej pieprzonej ferajny, musisz być akurat Ty.
    Świat Cię nie lubi, co?, parska Eryk i klepie Franka po ramieniu. Ten jednak zrzuca jego dłoń całkowicie automatycznie i wzdryga się, bo dociera do niego bolesna świadomość, że jest sam w lesie, otoczony przez cholerne omamy.
    /Franek

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć :) Bartuś jest zbyt śliczny, żebym nie chciała z nim wątku *o*]
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem polega na tym, że i dla Franka Bartek stał się ważną postacią w życiu. I teraz, widząc go tutaj zupełnie zwariował – głównie ze względu na tę istotność właśnie. Bo nie wyobraża sobie sytuacji, w której budzi się rano i obok Eryka stoi ten chłopak i nawiedza go w ten sam sposób. Już jest szalony, jak ma znieść więcej tego uczucia? Trudno jest opanować zdenerwowanie, kiedy to próbuje przedostać się do mózgu każdą dostępną dziurą. Pełznie po jego ciele i wchodzi nosem, uszami, ustami, oczami. I jest tam, gnieździ się i nie pozwala zabrać się za sytuację z rozumiem. Bo Bartek to omam.
    Patrzy jak ten podchodzi bliżej i czeka. Nie wie, co ten zamierza, więc nerwowość w nim wzrasta. Każde kolejne pytanie jest perfekcyjnie wymierzonym ciosem, bo omam jest jak żywy – idealnie naśladuje prawdziwego Bartka. I tylko dotyk się nie zgadza. Czuje te dłonie na swoich policzkach i nie może obejść się wrażeniu, że jest to zbyt ludzkie. To go rozprasza. I Eryk o tym wie. To pomaga Frankowi, daje jakąś dziwną satysfakcję, bo dezorientacja na twarzy tego skurwysyna zdaje się być rzadkością. Jeszcze nie rozumie, co się dzieje, ale instynktownie zaciska dłoń na nadgarstku Eryka. Rzeczywiście. Różnica nie jest duża, ale wyczuwalna.
    Mętlik w głowie Franka się powiększa. Czy to oznacza, że ma przed sobą silniejszą halucynację? A może…? Druga opcja wydaje się zbyt mało prawdopodobna, żeby w ogóle rozważać ją jako prawdziwą. Chce jednak w to wierzyć. Bartek może być prawdziwy. Kiedy ta myśl pojawia się w jego głowie, pęka, a całe zdenerwowanie wylewa się na niego i nie może opanować drżenia rąk, nóg, całego ciała. Musi minąć kilka sekund, zanim się opanowuje, a kiedy to następuje, zmusza się, żeby przesunąć niepewnie wzrokiem po twarzy chłopaka.
    - Bartek – szepce pod nosem, bo chociaż wciąż ma wątpliwości, chęć zobaczenia w nim prawdziwej osoby wydaje się być silniejsza. Upewnia go Eryk, który zaczyna śmiać się z niego perfidnie, komentując głupotę, która potrzebna jest, żeby wziąć omam za prawdziwego człowieka. To jest dla niego znakiem, bo zna to cholerstwo na tyle, by rozgryźć jego plan działania.
    Nie panuje nad sobą ani swoimi odruchami, przygarnia go do swojej piersi i obejmuje szczelnie ramionami, łaknąć jego ciepła, a co ważniejsze: tego dotyku, różniącego się od Eryka. Wdycha łapczywie powietrze zabarwione zapachem Bartka i choć wie, że zachowuje się niestosownie (nie tylko przez różnicę wieku), nie potrafi przerwać.
    /Franek

    OdpowiedzUsuń
  7. [No właśnie nie bardzo, ale jak coś Ty masz, to chętnie zacznę ;-;]
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  8. Przez chwilę chce powiedzieć mu, co było powodem dziwnego zachowania, ale w porę gryzie się w język. Nie dlatego, że Bartek nie zniósłby prawdy, bo jest z nią przecież doskonale zaznajomiony przez grupową terapię i ich wspólne, wielogodzinne rozmowy. Głównym źródłem milczenia jest niechęć do pokazywania swojej nienormalności. Godzi to w jego poczucie panowania nad sytuacją. Jeżeli przyznałby się przed nim, że właśnie zobaczył w nim swój omam, musiałby przytaknąć Erykowi i potwierdzić, że stracił kontrolę. A Erykowi nie można przytakiwać, bo to byłoby końcem wszystkiego, co udało mu się zbudować.
    Franek uśmiecha się pod nosem, trochę dlatego, że głos chłopaka jest kojący, a trochę dlatego, że trzyma nos w jego miękkich włosach, które pachną mu tak dobrze, tak znajomo. Czuje jak gorące powietrze drażni mu grdykę, kiedy Bartek się odzywa i to też jest przyjemne. Wszystko, co nie jest omamem jest teraz na wagę złota i on tego pragnie. Chciałby się tym otulić jak kocem i zasnąć, nigdy nie wyjść z ukrycia.
    - Chcę – odpowiada w końcu. Przychodzi mu na myśl, że istnieje wielkie prawdopodobieństwo spotkania całej ferajny szalonych staruszek opętanych kościelnym szałem, ale w tym momencie jest to zupełnie nieważne.
    Przesuwa dłonią po plecach Bartka. Sunie dłonią od jego lędźwi aż po łopatki, a później puszcza go, wciąż jednak stojąc na tyle blisko, by móc czuć zapach chłopaka bez problemu. To pomaga mu zebrać myśli i odrzucić od siebie Eryka, który wydaje się być tym faktem porządnie zirytowany. Zdajesz sobie sprawę, że domagasz się procesu o pedofilię? Zły dotyk boli przez całe życie. Ignoruj, Franek, ignoruj, powtarza sobie jak mantrę i za czternastym razem udaje mu się osiągnąć zamierzony cel.
    - Niezbyt daleko – mówi, nie będąc pewnym w jaki sposób wytłumaczyć, gdzie mieszka. Wciąż trudno mu połapać się w braku ulic i tych wszystkich numerach. – Mieszkam tu kilka tygodni. Musiałem się wyrwać z Gdańska – dodaje po chwili, czując że musi jakoś wyjaśnić swój pobyt we wsi.
    Jego przeprosiny nie wydają mu się potrzebne, szczególnie że sam nie odezwał się ani słowem. Oprócz tego, że dopiero co przystosowywał się do nowego miejsca, chyba nie chciał wciągać go w swoje problemy poza szpitalem. Tam nad nim panowano, tutaj jest zdany tylko na siebie.
    - Chodźmy – mówi, odwracając się w stronę wyjścia z lasu.
    /Franek

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Zacznę wieczorem jak ogarnę wszystkie szkolne rzeczy ;)]
    Aurelia

    OdpowiedzUsuń
  10. Milczenie nie stanowi problemu, daje Frankowi możliwość zastanowienia się nad wszystkim, co się właśnie stało. Już sam fakt, że spotkał Bartka w Palczewicach jest zbiegiem okoliczności, którego nigdy by się nie spodziewał. To jest dobra wiadomość, a takich ostatnimi czasy mu brakuje. Bardziej niepokojąca jest własna niemożność do odróżnienia omamu od rzeczywistości. Owszem, udało mu się odkryć, że chłopak jest prawdziwy, ale potrzebował na to czasu, a i teraz nie ma przecież stuprocentowej pewności czy aby na pewno nie jest obiektem żartu własnej głowy. Nie chce myśleć o wszystkich przypadkach, w których choroba może go wykończyć właśnie dlatego, że uzna coś za nieprawdziwe bądź odwrotnie. To jest moment, w którym powinien zadzwonić do psychiatry i zgłosić się na leczenie. Tym razem zostałby dłużej, może dostałby stałą miejscówkę. To byłoby rozsądnym wyjściem, zdecydowanie dużo bardziej niż prowadzenie do mieszkania siedemnastoletniego anorektyka.
    Chłopak wzbudza w nim ciekawość, bo nie jest podobny do swoich rówieśników (Franek nie musi mieć z nimi styczności na co dzień, by zdawać sobie sprawę jak zachowuje się dzisiejsza młodzież). Coś w nim jest fascynującego i wcale nie chodzi o wystające kości czy długie włosy. Owszem, jest piękny, ale mężczyźnie w ogóle nie o to chodzi. Zadziwiająco jak potrafi wyrzucić z głowy jego płeć, seksualność czy urodę i skupić się na wszystkim, co tak pociągające w jego głowie. To go uspokaja i sprawia, że nie czuje się, jakby robił coś bardzo niewłaściwego, choć to uczucie i tak kuje go dołku.
    Otwiera bramkę, gotowy zaprosić go do środka. Już ma otwierać usta, kiedy to słyszy jego pytanie i uśmiecha się szeroko. Eryk wygląda na niezadowolonego. Marszy brwi i opiera się o płot, kręcąc z niedowierzaniem głową.
    Z Twoją twarzą w więzieniu będziesz miał przejebane, mówi, a Franek znów skupia się na tym, żeby go zignorować. Całą uwagę przykłada do herbaty, o której wspomina Bartek. To tylko herbata. To czas spędzony z przyjacielem z oddziału. To nic groźnego. Z takim właśnie przeświadczeniem (całkowicie zresztą w nie wierząc), poszerza własny uśmiech i przytakuje.
    - Jak najbardziej – mówi, po czym przepuszcza go przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżeli o ciało chodzi, Franciszek akceptuje swoje w pełni. Nigdy nie miał z tym problemu, odwrotnie proporcjonalnie do mózgu, który szwankuje od kiedy tylko pamięta. Może to kwestia samozrozumienia, które nie zawsze przychodzi w każdej sferze naszego życia: jedni nie są w stanie zauważyć własnego piękna, inni mądrości. Cała reszta jest po prostu chora. Jak on. Nie może nic poradzić na zmiany chorobowe, na to w jaki sposób działa to cholerstwo zamknięte w czaszce. Wiele razy na terapiach główną kwestią było uświadomienie Frankowi, że nie on jest odpowiedzialny za to, co się z nim dzieje, że Eryk nie jest jego winą. Tyle, że nie łatwo uwierzyć komuś z zewnątrz, skoro całe wnętrze krzyczy, że sam doprowadził się do takiego stanu. Zdarzały się przecież sytuacje na tyle drastyczne, że gdybym się nie urodził, nie byłoby problemu wydawało się oznaką poprawy, a nie stanem niebezpiecznym. W wypadku Bartka, problem też leży w psychice, a nie w ciele, bo gdyby zapytać jego, nie mógłby nic zarzucić jego młodzieńczej urodzie. Owszem, był wychudzony, ale w jakiś niezwykły sposób, ta chudość, wystające kości, delikatne piękno, wydawały się być jego częścią. Wątpi, by można było to wyeliminować, co nie oznacza, że nie obawia się postępu w głąb obsesji na temat żywienia.
    Przygląda mu się przez chwilę: wzrok przesuwa po chudych nogach, zwieszonych z blatu, dłoniach na nim zaciśniętych, twarzy, obecnie spokojnej i opanowanej. Coś jest w tym chłopcu magicznego i ta myśl zmusza go do odwrócenia wzroku. Chwilę później całkowicie usuwa podobne stwierdzenia.
    Skupia się na robieniu herbaty. Nalewa wody do czajnika, stawia go na kuchenkę i włącza gaz. Z szafki wyjmuje dwa kubki i do każdego z nich wkłada torebkę z owocówką. Nie jest do końca przekonany jaki smak im się trafi, ale niewiele go to obchodzi. Wychyla głowę z kuchni, żeby upewnić się, że cukierniczka w salonie jest pełna, po czym wyjmuje z szuflady łyżeczki i kładzie je obok kubków. Kiedy ma za sobą wszystko, co w tym momencie jest w stanie zrobić, odwraca się ponownie do Bartka z zamiarem odpowiedzenia na jego wcześniejsze pytanie, które wydaje mu się dość przykre, zważywszy na jego własne kiepskie samopoczucie i brak chęci do czegokolwiek. Wtedy jednak słyszy, że chłopak tęsknił i odrzuca chęć opowiedzenia o tym, jak bardzo kapryśna jest jego wena, jak nie potrafi sklecić nawet jednej frazy, jak bardzo chciałby przerwać tę niemoc. Tęskniłem brzmi szczerze i jest miłe, bo nie pamięta kto ostatnio za nim tęsknił i czy kiedykolwiek w ogóle się to zdarzyło. Uśmiecha się delikatnie, chyba w podzięce, choć nie jest pewien.
    Wiesz, że z tą pedofilią to mówiłem na serio? Babcie ze wsi sprezentują Ci kastrację kombajnem, zobaczysz, mówi Eryk, minę mając na tyle poważną, że rzeczywiście można byłoby uwierzyć, że jest rozczarowany zachowaniem Franka.
    - Ja za Tobą też tęskniłem – odpowiada i nie stać go na nic więcej, bo wciąż jest oniemiały tym miłym wyznaniem, które w tym momencie tyle znaczy. Jakkolwiek by to nie brzmiało, ma w Bartku przyjaciela, którego brakowało mu przecież zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wie, co dokładnie jest uroczego w tęsknocie, ale woli się nad tym nie rozwodzić. Pewien jest, że Eryk dołożyłby swoje trzy grosze, a co za tym idzie, zmieszał jego własną ideę z błotem. Zamiast tego więc zaciska palce na kubku herbaty i zanosi kubek do salonu, siadając tuż obok Bartka. Nie zostawia między nimi wielkiej odległości. Czuje jego ciepło, trzymając nogę kilka centymetrów od nogi chłopaka i w jakiś sposób jest mu to potrzebne, by nie oszaleć.
    - Próbowałem zrozumieć, dlaczego wszystkie babcie pałają do mnie niechęcią – rzuca pierwszą odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy. Prawdziwa, bo nikt w tej wsi nie irytuje go tak bardzo jak wszystkie szalone staruszki (może prócz Eryka).
    Jakiś Ty biedny i skrzywdzony, słyszy tuż przy swoim uchu. Następnie przychodzi pociągnięcie nosem i wielkie, niewinne oczy, tak bardzo sztuczne, całkowicie w stylu Eryka.
    Bartuś ma Ci pomóc otrząsnąć się z traumy?

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdyby Bartek zdradził mu swoje myśli, mógłby ze spokojem przyznać mu się do własnych, w których ten rzeczywiście opiera się o niego i żaden nie czuje się z tym źle. Musiałby wtedy zmagać się z docinkami Eryka, ale nie miałoby to znaczenia. Sam nie wie, dlaczego chłopak wzbudza w nim taki spokój – jest to przyjemne i nowe, nie pamięta, kiedy ostatnim razem czuł się równie bezpieczny: zupełnie, jak gdyby nie był narażony na psikusy ze strony własnej głowy.
    - O te wnuczki to akurat martwić się nie muszą – mówi, przewracając oczami. Jest pewien, że gdyby tylko wieść o jego orientacji rozniosła się po wsi, byłoby jeszcze gorzej niż teraz, kiedy to jego kościelna niechęć wzbudza tak wielką kontrowersję. – Nie mógłbym pomylić Cię z dziewczyną – dodaje jeszcze, sam nie wie czemu. Rzeczywiście by nie mógł, bo patrząc na niego nawet nie przychodzi mi to do głowy. Zauważa tysiące znaków na temat jego męskości, nawet jeśli ta ukryta jest pod tak delikatną powłoką. Ta sama w sobie jest nadzwyczaj atrakcyjna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przygląda się uważnie każdemu ruchowi, próbując odkryć co w zasadzie powinien widzieć patrząc na niego. Bartek opowiada o pomyłkach z kobietami, a on nie wie, co powiedzieć, bo jego zdaniem jest to niemożliwe, na tym zakończyłby temat. Fakt, że obaj zgadzają się, co do powodów, dla których babcie pałają do niego niechęcią, rozśmiesza go. Eryka nieszczególnie, bo krzywi się, zupełnie jak gdyby chciał pokazać, że rozmowa, którą prowadzą jest na zadziwiająco niskim poziomie.
    - Prawdopodobnie tak właśnie jest – mówi, upijając kilka łyków wciąż gorącej herbaty. W jakiś sposób ten napój kojarzy mu się z Bartkiem, może dlatego, że obaj są ciepli i wzbudzą w nim spokój. Trochę go niepokoi, ze pozwala sobie myśleć o nim w takich kategoriach (nawet jeżeli właśnie porównał go do herbaty), bo zdaje sobie sprawę, że przyjaźń między nimi budzić będzie kontrowersje. Szczególnie, że jest tak rozległa na różnych płaszczyznach, biorąc pod uwagę iż poznali się na oddziale psychiatrycznym, gdzie każda bliska osoba jest na wagę złota. Inni mogliby tego nie zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń