Franciszek Górski, trzydziestoośmioletni pisarz, urodzony w Gdańsku. W Palczewicach mieszka od miesiąca, szuka tutaj azylu i odpoczynku. Pierwszy raz przyjęto go na oddział zamknięty w wieku lat szesnastu z podejrzeniem schizofrenii. Dopiero jedenaście lat później, przy kolejnej hospitalizacji, udało się poprawnie rozpoznać chorobę jako psychozę z zachowaną świadomością. Trzeci raz wylądował w szpitalu po tym jak próbował odebrać sobie życie. Po rocznym leczeniu zakończonym w październiku, zostawił rodzinne miasto i wyjechał na wieś.
Z zeszytu numer trzy (2002-2003):
12 marca, 2002
Próbuję dokończyć drugi rozdział książki, ale idzie mi marnie. Wykańczam
się w poszukiwaniu odpowiedniej motywacji dla Eryka, który wydaje się być
postacią zbyt barwną na tę opowieść. Kiedy w końcu udaje mi się sklecić parę
zdań, ląduje w łóżku i resztę dnia spędzam na paleniu papierosów i wpatrywaniu
się w sufit. Piję kawę w niepokojących ilościach, a kofeina pobudza mnie do
tego stopnia, że nocami nie mogę spać. Mam podkrążone oczy i biję się z
myślami, ilekroć widzę przed sobą tego skurwysyna. Czy ja oszalałem?
15 marca, 2002
Eryk jest zbyt wyraźny. Widzę go stojącego naprzeciwko mnie. Słyszę
jego słowa. Czuję zapach. Mogę go dotknąć. Wpatruje się we mnie ze złośliwym
uśmiechem na twarzy, zadowolony stanem rzeczy. To wszystko jest w mojej głowie.
To wszystko jest w mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie. Chore myśli.
Chory umysł. Chora fantazja. Nie daj się opętać, Franek. Musisz być, kurwa,
silny. Wiem, że on nie ma racji bytu, że to istota przeze mnie wymyślona, że
jedyne miejsce, w którym rzeczywiście istnieje to kartki wciąż niedokończonej
książki.
27 marca, 2002
Pozwoliłem mu wygrać i teraz jestem tutaj. Sufit jest biały i ściany są
białe, i podłogi są białe. Ja też jestem biały od wszystkich leków, którymi mnie
faszerują. Nie wiem, co dostaję, ale z pewnością mi to nie pomaga. Mówią, że
nie mam schizofrenii, że to psychoza. Przekazali mi to z uśmiechami na
twarzach, zupełnie jakby to była dobra wiadomość. Eryk tutaj jest. Mówi, że
zostanie na dłużej, bo jestem zabawnym gościem. Nie chcę być zabawnym gościem w
jego mniemaniu. W ogóle nie chcę, żeby miał jakiekolwiek mniemanie. Skończyłem
rozdział trzeci.
5 kwietnia, 2002
Dwudzieste siódme urodziny spędzam na oddziale zamkniętym. Sto, kurwa,
lat. Świętuję z Erykiem, który mówi mi, co mam pisać w rozdziale piątym. Słucham
go, bo ma dobre pomysły. Psychiatra próbuje dociec, dlaczego widuję akurat tę
postać, pyta z kim ją utożsamiam i jakie ma dla mnie znaczenie. Odpowiadam
wprost, że Eryk był zawsze Erykiem i pewnej nocy po prostu mi się przyśnił,
więc postanowiłem napisać o nim książkę. Pyta mnie o czym ona jest, ale milczę.
Nie mam ochoty rozmawiać z innymi pacjentami, unikam terapii grupowej i chcę
stąd wyjść. Jestem gotowy do wypisu.
17 kwietnia, 2002
Wychodzę. Jestem wolnym człowiekiem z zewnątrz, choć moje wnętrze
należy do Eryka. Nienawidzę go. Nigdy nie pałałem do nikogo nienawiścią i
teraz, kiedy ta wypełnia mnie po brzegi zupełnie nie wiem, jak sobie z nią
radzić. Liczę, że zniknie wraz z ukazaniem się książki na półkach. Jest prawie
skończona i robię ostatnie poprawki. Nie ma nawet trzystu stron, ale chcę oddać
ją wydawcy jak najszybciej, bo może tym samym uda mi się wyrzucić z siebie
Eryka. Testuje mnie na każdym kroku. Czego chcesz, skurwysynu? Masz już mój
umysł, czego Ci więcej trzeba?
23 kwietnia, 2002
Nie chcę mieć nic wspólnego z procesem wydawniczym. Zaznaczyłem to od
razu, oddając „Króla Eryka”. Obiecałem podpisać wszystkie potrzebne dokumenty.
30 kwietnia 2002
Nadzieja na pozbycie się Eryka zniknęła dziś, kiedy po powrocie z zakupów,
zobaczyłem go na swoim łóżku. Pieprzę go. Pieprzę każdą komórkę jego
wyimaginowanego ciała. Chcę zostać sam. Zniknij. Odjedź. Zgnij. Umrzyj.
Rozpadnij się. Byleby Cię nie było. I nie śmiej się ze mnie, skurwysynu, przestań
rżeć.
Z zeszytu numer osiem
(2012-2013):
2 czerwca, 2013
Bartek wyszedł ze szpitala. Ten dzieciak ma jeszcze szansę. A ja?
31 sierpnia, 2013
Trzęsą mi się dłonie, kiedy sięgam po papierosa i nie wiem czy to
kwestia trzech wypitych kaw, czy Eryka szepcącego mi do ucha. Wszystkie moje
rany są zabliźnione i nie mogę się na nie napatrzyć. Po wszystkim, co ze sobą
zrobiłem zostają mi tylko blade ślady. Psychiatra poprosił mnie o napisanie
listu do matki, ale nie wiem, co miałoby się tam znaleźć. „Cześć, mamo. To ja,
Twój syn, nie odzywałem się od pięciu lat, próbowałem się zabić i znów jestem w
szpitalu. W umieraniu jestem najwyraźniej równie kiepski, co w życiu.
Pozdrawiam”? Wolę schować się pod łóżko i udawać, że nie istnieję.
13 września, 2013
Na zajęciach grupowych opowiadałem o Eryku. Mówiłem o czterech
książkach, które znała większa część pacjentów. O tym, że mnie prześladuje. Że
teraz opiera się o moje nogi i dotyka stóp. Przemilczałem jego seksualne
zachcianki. Za dwa tygodnie mnie wypiszą. Nie wiem, co ze sobą zrobię. Wiem, że
nie wrócę do Gdańska. Czy mogę wytępić zło ze swojej głowy i wypielić
Eryka jak chwast? Powróci. Skurwysyny zawsze powracają.
28 września, 2013
Palczewice. Co ja tutaj robię?
Zwymiotowałem na podłogę w nowym mieszkaniu i nie mam siły podnieść się
z ziemi. Leżę na dywanie, łykam tabletki nasenne jak cukierki i długopis powoli
ciąży mi w dłoni. Eryk głaszcze mnie po głowie i mówi, że tej nocy będzie
spokojnie. Nie wierzę mu.
Elias Canetti w tytule.
Wizerunek: Michael Fassbender.
Nie jestem niezadowolona.
[Oficjalne i publiczne MRU dla Franka.]
OdpowiedzUsuńBartuś
Nie miał ochoty na wstawanie, ponieważ doskonale wiedział jaki jest dzień. Niedziela nie jawiła mu się jako dzień wypoczynku, a nawet przeciwnie, bo kojarzyła się z męczarnią składającą się z dwóch, dopilnowanych przez matkę posiłków. Kobieta z dnia na dzień zdawała się stawać despotycznym władcą jego posiłków, odnosił bowiem wrażenie, że wydziela mu wręcz kolejne kęsy w każdej z porcji, żeby dokładnie wiedzieć ile danego dnia wchłonął. Nie brała chyba pod uwagę, że to działa na jej syna, owszem, ale wcale nie sprawia, że ten czuje się lepiej.
OdpowiedzUsuńNajpierw było śniadanie, na które nawet nie miał siły przebrać się z piżamy w normalne ubrania, w których można by było pokazać się ludziom na oczy. Śniadanie było okropne, więc jadł je ponad godzinę i mimo powolnego, dokładnego przeżuwania wszystko zatrzymywało się gdzieś w okolicach przełyku, jakby nie chciało być przetrawione, wchłonięte, a nawet pragnęło znów ujrzeć światło dzienne. Dopiero po zmęczeniu niemalże całego posiłku matka pozwoliła mu odejść od stołu, więc przygotował się do opuszczenia domu tak szybko jak tylko mógł i prawie całą drogę do lasu przebiegł.
Kiedy znalazł się na miejscu po prostu zaczął chodzić. Krążył pomiędzy drzewami i nie wiedział ile czasu spędził w ruchu, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i musiał się zatrzymać chociaż na kilka minut. Zdecydowanie nie był kimś, kto nadawał się na długie, piesze wycieczki, skoro przed oczami pojawiały mu się ciemne plamy po tak małej dawce ruchu.
Stał więc w miejscu i czekał na chwilę, w której jego oddech wyrówna się na tyle, by mógł wrócić do domu. Naprawdę nie chciał po drodze zemdleć, bo szczerze wątpił, żeby jakaś babcia postanowiła go pozbierać z pobocza i odprowadzić do domu.
W odległości kilkudziesięciu metrów od siebie zauważył postać, która wydawała mu się dziwnie znajoma. Postanowił więc podejść i przekonać się czy rzeczywiście zna tego osobnika i miał z nim jakąkolwiek styczność w przeszłości. Najpierw stawiał kroki powoli, ale kiedy upewnił się, że faktycznie widział już w swoim życiu tego mężczyznę, przyspieszył. Już po krótkiej chwili stanął przed Frankiem, pozostawiając pomiędzy nimi zaledwie metr odstępu.
Uśmiechnął się i odgarnął włosy z oczu, chociaż te i tak zaraz opadły na swoje miejsce, skutecznie utrudniając utrzymanie kontaktu wzrokowego.
– Co tu robisz? – zadał pytanie, przerywając ciszę, która wydawała mu się ogarnąć nagle cały las, nawet liście zalegające na podłożu przestały szeleścić. – Nie duś mi się tu – poprosił, kiedy już po dokładnym zlustrowaniu sylwetki mężczyzny, dostrzegł, że ten trzyma rękę przy ustach.
Nie przepadał za niespodziankami i dziwnymi zrządzeniami losu, to prawda, ale jeśli taką niespodzianką za każdym razem byłby Górski, to byłby w stanie się z tym pogodzić.
[No, oficjalnie mogę Cię przywitać pod kartą. Hej! :D]
OdpowiedzUsuńMartyna
Nie do końca był w stanie pojąć zachowania Franciszka, które go zaniepokoiło. Nie widzieli się jakiś czas i nie utrzymywali specjalnego kontaktu, ale nie zmieniało to faktu, że mężczyzna był przecież dla niego w jakiś sposób ważny. Teraz więc, kiedy wpadli na siebie w środku cholernego lasu, podobne słowa brzmiały raczej odpychająco, nawet coś mu podpowiedziało, że powinien się usunąć z tego miejsca, jakoby od centrum potencjalnego zagrożenia. Zamiast jednakże się oddalić, on postanowił zostać, a nie wynikało to wyłącznie z troski, a także ze zwykłej, całkowicie ludzkiej ciekawości.
OdpowiedzUsuń– Ale co ja zrobiłem? – zapytał, marszcząc lekko brwi i przyglądając się sylwetce Franka, który w jednej chwili wydawał się wręcz skurczyć w oczach. – Co jest? – zadał kolejne pytanie, dopiero teraz jednak zdecydował się na pokonanie dzielącego ich dystansu. Uniósł zimne dłonie do twarzy mężczyzny i ułożył je na jego szorstkich policzkach, tym samym zmuszając do spojrzenia sobie w oczy. Nie wymagało to na szczęście zbyt dużego wysiłku fizycznego, ponieważ na takowy nie byłby w stanie się zdobyć. Przyjrzał się twarzy Górskiego ze zmartwieniem i uwagą, mając szczerą nadzieję, że w ten sposób dostanie jakąkolwiek odpowiedź na zadane wcześniej pytania.
Chciałby móc czytać w myślach, nawet jeśli nie miałoby to działać wszystkich ludzi na świecie, to chciałby posiadać podobną umiejętność akurat w tej chwili i przy właśnie tym mężczyźnie, bo to bardzo ułatwiłoby zaistniałą sytuację. Nie rozumiał bowiem co Franciszek ma na myśli i co było powodem jego nagłej zmiany zachowania. Z daleka bowiem wydawał się być całkiem spokojny jak na siebie, a przynajmniej tyle można było stwierdzić na podstawie naprawdę krótkiej obserwacji, która praktycznie nie miała miejsca.
– Chcesz iść do domu? Odprowadzić cię? – wyrzucił z siebie kolejne słowa z zawrotną wręcz szybkością. Chciał mieć pewność, że jego starszy znajomy dotrze do siebie bez większych przeszkód i niespodzianek. W innym wypadku byłby przekonany, że po drodze coś mu się stało i że jest to jego wina, bo przecież mógł jakiemuś niefortunnemu zdarzeniu zapobiec, nawet jeśli takowym miałaby się okazać starsza pani, odpoczywająca na przystanku autobusowym, która podstawiła przypadkowemu przechodniowi laskę pod nogi.
[Koty są zajebiste. Zajebiste i wredne. Ale i tak bardziej zajebiste. Ja się piszę na wątek jakiś, jak coś]
OdpowiedzUsuńKsenia
[Pisarka wita kolegę od fachu ;D]
OdpowiedzUsuńMagda
[ Świetna karta <3 ]
OdpowiedzUsuńA. Majewska
[ Antośka by się pewnie we Franku zakochała bo nie ma szczęścia w miłości :C I dalej zachwycam się kartą.]
OdpowiedzUsuńA. Majewska
Puścił twarz mężczyzny, dopiero w chwili, w której uzyskał pewność, że ten zaraz nie postanowi uciec. Włożył dłonie do kieszeni płaszcza, bo najzwyczajniej w świecie było mu zimno. Usłyszawszy swoje imię, uśmiechnął się lekko do Franciszka.
OdpowiedzUsuń– No Bartek, Bartek… – potwierdził spokojnie przypuszczenia Górskiego, będąc całkowicie zdziwionym zmianą w jego zachowaniu, ale przyjął ją z niemałą ulgą. Nie znosił bowiem niepewności, która ogarniała go w takich momentach. Nie znosił wręcz nie wiedzieć co zrobi za chwilę jego towarzysz ani jak powinien właściwie zareagować na jego postępowanie.
Bycia objętym jednak się nie spodziewał całkowicie, więc w pierwszym momencie zamarł w bezruchu i dopiero po chwili namysłu owinął Franka lekko swoimi ramionami w pasie, wielkiej siły spodziewać się przecież po kimś takim jak on nie powinno. Był za niski i chudy, aby mieć dość siły, by w trakcie przytulania się miażdżyć komuś żebra. Jego było za to wyjątkowo łatwo połamać, a przynajmniej takie właśnie wrażenie sprawiał.
Nie widział jednak w tym wszystkim czegokolwiek niewłaściwego. Dobrze było czuć czy sobie kogoś znajomego i zaufanego, a Franek zdecydowanie był taką osobą nie tylko w przeszłości, ale i teraz, skoro już się spotkali. Ponadto był też ciepły, a to dla kogoś, kto zmarzł okazywało się prawie priorytetową kwestią.
– Więc? Chcesz iść? – zapytał, znajdując się twarzą gdzieś w zagłębieniu szyi mężczyzny. – Chociaż teoretycznie nie wiem gdzie mieszkasz… I jak długo tu jesteś? – zapytał z jawnym zaciekawieniem. Nie widział Górskiego wcześniej, a przecież była to nieduża miejscowość, po której wszelakie wieści o nowych mieszkańcach rozchodziły się niesamowicie szybko. Wszyscy wiedzieli o swoich sąsiadach niemalże wszystko, ale najważniejsze było to, czy w niedzielę dany mieszkaniec bywał w kościele.
– Przepraszam, że się nie odzywałem po wyjściu ze szpitala – rzucił jeszcze, bo przypomniało mu się, że faktycznie nie odezwał się chociażby słowem, a przecież miał dużo możliwości, których jednakże nie wykorzystał. Należało więc Franciszka przeprosić.
Bartuś
[ Właśnie o tym mówię. xd ]
OdpowiedzUsuńA. Majewska
Zrównał z mężczyzną kroku, chociaż i tak wydawało mu się, że wciąż pozostaje nieco w tyle. Szedł niesamowicie wolno jak na siebie, jakby wcale nie zależało mu na znalezieniu się jak najszybciej w cieplejszym miejscu, najlepiej we własnym łóżku, ponieważ założenie było takie, że Franciszka odprowadzi i wróci do domu. Nie chciał martwić rodziców, a oczywiście z roztargnienia zapomniał o telefonie, jednocześnie też nie miał ochoty wracać, bo pojawiło się przeświadczenie, że matka powita go w progu z obiadem. Dopiero później przyszło mu do głowy, że skoro już się na Franka natknął, to dziwnie będzie pożegnać się z nim przed domem i odejść, ale nie miał ochoty zastanawiać się nad tym, co byłoby odpowiednie w tej akurat chwili. Wiedział bowiem, że najwłaściwszy byłby powrót do domu już jakiś czas temu.
OdpowiedzUsuńW jednej chwili zajął się rozmyślaniem nad zachowaniem Franciszka sprzed chwili. Nie rozumiał dlaczego mężczyzna wydawał mu się być przestraszony ani tym bardziej nie miał pojęcia w jaki sposób powinien to wszystko odebrać. Wystarczyło przecież tylko trochę być nieobecnym w czyimś życiu, żeby nie mieć pojęcia co się zmieniło, a co pozostało takim, jakim było. Po chwili myślenia nad tym doszedł do wniosku, że po prostu jeszcze zapyta. Nie chciał sobie ubzdurać czegoś i tkwić później w tym błędnym przekonaniu, podczas gdy prawda byłaby zupełnie inna.
Przez całą drogę milczał i patrzył pod nogi, nawet nie zastanawiał się dokąd idą i nie śledził trasy. Rozmieszczenie wszystkich budynków w Palczewicach do tej pory wydawało mu się czystą abstrakcją, bo nawet do własnego domu na początku gubił drogę i było to co najmniej przygnębiającym przeżyciem.
Dopiero w chwili, gdy jego towarzysz zatrzymał się przed furtką, prowadzącą na posesję postanowił przerwać zastanawianie się nad wszystkim i niczym. Teraz miał przecież przed sobą Franciszka, a więc nie powinien sobie zaprzątać głowy innymi sprawami.
– Mogę się wprosić na herbatę? – zapytał, unosząc lekko brwi i przyglądając się uważnie twarzy mężczyzny. – Zmarzłem, a nie chce mi się jeszcze wracać do domu… – usprawiedliwił się spokojnie, przygryzając lekko dolną wargę.
[To może jakiś pomysł na wątek masz? ;)]
OdpowiedzUsuńMagda
[Ona nie grała w melodramacie, tylko napisała książkę melodramatyczną... :P]
OdpowiedzUsuńMagda
Nie miał najmniejszego zamiaru analizować tego, w jaki sposób być może jest przyciągany przez Franciszka. Najzwyczajniej w świecie lubił towarzystwo tego mężczyzny i nie doszukiwał się w tym wszystkim drugiego dna, które dla innych pewnie byłoby wręcz rażące. Starał się myśleć o Franku, nie narzucając przy tym ich znajomości jakiejkolwiek kategorii. Dla niego samego było to całkiem proste, bo raczej trudno byłoby myśleć o Górskim jako obiekcie pożądania, bo takowe zdawało się być u niego wręcz stłumione, wyciszone względem wszystkich ludzi. W głównej mierze składał się na to brak energii oraz nietolerancja własnego ciała. Z ciałem większości mężczyzn, a więc i Franciszka wszystko było jak najbardziej w porządku.
OdpowiedzUsuń– Dziękuję – powiedział jak na grzecznego, młodego człowieka przystało, idąc przed siebie.
Wszedłszy do domu mężczyzny, ściągnął płaszcz i buty. Zupełnie odruchowo poprawił szary sweter, ponieważ ten był na niego całkiem sporo za duży i nieustannie układał się w którymś miejscu w jakiś dziwny, całkowicie niechciany sposób. Pomaszerował za Górskim do kuchni, w której to miała zostać przygotowana herbata, ponieważ na nią się przecież wprosił.
Jako miejsce do siedzenia wybrał blat kuchenny, jakby nie miał do dyspozycji krzeseł albo innych powierzchni. Takie umiejscowienie jednakże pozwalało mu na dokładne śledzenie działań swojego znajomego oraz swobodne wymachiwanie zbyt szczupłymi (w mniemaniu innych ludzi, bo z całą pewnością nie jego samego) nogami.
– Pisałeś coś ostatnio? – zapytał spokojnie, chcąc po prostu się dowiedzieć jak mężczyźnie szło życie podczas jego nieobecności. Nie wiedział przecież jak się sprawy mają i czy wszystko się nasiliło, a może stało się wręcz odwrotnie. Nie miał pojęcia co Franek robił przez okres kilku miesięcy, w których to nie mieli ze sobą kontaktu. – Dawno wyszedłeś ze szpitala? – Tego też nie wiedział i raczej nie spodobał mu się ten fakt. Wydawał się samemu sobie zacofany o niemalże kilka lat i miał wrażenie, że zwyczajnie o Górskim w tym wszystkim zapomniał. Nie mógł przecież przyznać, że dużo o nim myślał, bo w trakcie przeprowadzki na przykład nie miał na to czasu. Ogólnie chwilami usiłował wykonywać wszystko czysto mechanicznie, bo tak było najwygodniej.
Westchnął, po raz kolejny odgarniając blond włosy w tył, przy czym doskonale wiedział, że te i tak zaraz opadną w dół, zakrywając mu pół twarzy.
Tęsknił za tym Frankiem, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Nie musiał przecież cierpieć katuszy podczas bezsennych nocy, które traciłby na rozmyślania o tym co robi i myśli ta konkretna osoba. Wystarczył sam fakt, że czasami sobie przypomniał jego lub którąś z rozmów, które odbyli. Od czasu do czasu zdarzało mu się pomyśleć również, iż miło by było go zobaczyć, może nawet uwiesić się na szyi, zachowując się przy tym niczym skończony dzieciak. Tęsknił na specyficzny dla siebie sposób.
– Tęskniłem za tobą troszeczkę – przyznał spokojnie, ale bez chociażby cienia skrępowania. O ile nie miał problemu z odkrywaniem przed drugim człowiekiem podobnych myśli, o tyle z rozebraniem się miałby już większy problem.
Czuł spojrzenie Franciszka na sobie. Mężczyzna sunął po nim wzrokiem wprawdzie w nienachalny sposób, ale odczuł przemożną ochotę, żeby mu tego zabronić. Przez sekundę czuł się wręcz rozebrany i było to poczucie niemożliwie niedogodne dla kogoś takiego, jak on.
OdpowiedzUsuńNiemalże odetchnął z ulgą kiedy mężczyzna odwrócił wzrok, ponieważ miał wrażenie, że jeszcze chociażby sekunda lustrowania jego osoby sprawi, iż wymyśli jakieś zgrabne kłamstwo i po prostu umknie, zostawiając Franka i niewypitą herbatę. Byłoby to nieuprzejme i w pewien sposób na pewno raniące, ale nie potrafił tej myśli w żaden sposób zatamować. Nie lubił zwracać na siebie uwagi, a ludzie jak na złość przypatrywali się jemu, najpewniej zastanawiając się nad jego płcią. Te rozmyślania nie były najgorsze, najbardziej nieprzyjemna była myśl, że wygląda w ich oczach grubo i paskudnie. O wiele łatwiej było mu więc zostawać w domu, bo tam nie był oceniany, ale za to pilnowano tego, aby przytył jeszcze bardziej.
Przygryzł lekko wargę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Doszedł do wniosku, że najlepiej byłoby mu, gdyby po prostu w końcu zniknął. Bardzo przyjemnie by mu było, jeśli po odmówieniu sobie kolejnego posiłku stałby się po prostu niewidzialny. Pozwoliłoby mu to na omijanie luster, spojrzeń ludzi i oszczędziłby swojej mamie zmartwień, bo przecież by go nie dostrzegała. Mógłby sobie żyć, obserwować i tkwić w swojej niewidzialności do śmierci. Bardzo spodobała mu się ta wizja.
Franciszek odpowiedział, że też tęsknił i dotarło to do niego z lekkim opóźnieniem. Uśmiechnął się.
– To urocze z twojej strony – odparł, w jednej chwili odrzucając od siebie wszystkie wcześniejsze myśli i skupiając się na osobie Górskiego.
Zsunął się z blatu, żeby wziąć jeden z postawionych na szafce kubków. Na chwilę w jego umyśle pojawiła się myśl o kaloriach zawartych w herbacie. Swego czasu odżywiał się pijąc głównie wodę i dostarczając swojemu organizmowi minimum wartości odżywczych. Długo to nie potrwało, bo jakiś czas od zaczęcia podobnej diety znalazł się w szpitalu.
Wolał o tym nie myśleć, więc po raz kolejny skupił swoją uwagę na Franciszku, który był na tyle blisko niego, że miał ochotę go pocałować. Nieważne, czy w nos, szyję czy usta. Zrezygnował jednak, odsunął się o krok i odgadnął drogę do salonu. To byłoby głupie z jego strono, gdyby przykleił się do mężczyzny bez wyraźnego zezwolenia.
– Więc… poza tym, że tęskniłeś, coś się u ciebie działo? – zapytał, siadając na kanapie.
Skrzyżował nogi i ujął kubek parującego napoju obiema rękami. Nawet nie spojrzał w stronę cukierniczki, bo przyzwyczajony był do nie słodzenia czegokolwiek.
Bliskość akurat Franciszka nie przeszkadzała mu. Nie tak bardzo, jak naruszanie jego przestrzeni osobistej przez innych, nieznanych lub nielubianych ludzi. Przy tym mężczyźnie nie chciał prosić o odsunięcie się, a nawet miał ochotę przysunąć się bliżej i po prostu o niego oprzeć. Ufał mu, więc nie miał powodu do tego, żeby się Górskiego w jakikolwiek sposób obawiać.
OdpowiedzUsuń– Może jesteś typem człowieka, z którym nie chciałyby zobaczyć swoich wnuczek? – odpowiedział pytaniem na pytanie, unosząc lekko brwi. Był jawnie rozbawiony słowami Franka, ponieważ nawet nie usiłował powstrzymywać cisnącego się na usta uśmiechu. – Z resztą… to jeszcze nie jest tak źle. Mnie nasza sąsiadka myli z dziewczyną. Chyba ma sklerozę, bo zapomina, że ciągle ją uświadamiam w swojej płci – wypowiedział, po czym wzruszył lekko ramionami, jakby kwestia ta była mu kompletnie obojętna.
Dmuchnął lekko na kubek, rozdmuchując unoszącą się znad niego parę. Upił łyk herbaty i wyjątkowo nie poparzył sobie przy tym języka, jak to bywało zazwyczaj.
– Śmiem twierdzić, że wnuczki byłyby twoim stwierdzeniem rozczarowane. O ile w ogóle jakieś wnuczki się tu chowają, bo żadnej normalnej dziewczyny nie spotkałem jeszcze – odparł, marszcząc lekko swój zgrabny, lekko zadarty nos.
OdpowiedzUsuńPuścił kubek jedną ręką, żeby chociaż trochę zagarnąć włosy z twarzy i tym razem ułożyć je za uchem. Miał nadzieję, że w ten sposób chociaż przez dłuższą chwilę nie będzie miał tak bardzo ograniczonego pola widzenia.
– Wiesz, ja też nie byłbym w stanie pomylić siebie z dziewczyną. Ani to u mnie cycków nie widać, ani wcięcia w talii nie mam… – Zrobił teatralnie załamaną minę i westchnął głęboko, ponieważ był wielce poruszony ignorancjom sąsiadki, którą była nieszczęsna starsza pani. Uważała ona najwidoczniej, że długie włosy hodują wyłącznie dziewczęta i chłopcy są zazwyczaj ostrzyżeni krótko, prawie do zera, a przy tym ganiają za piłką i nic innego im po głowie nie chodzi.
Może to po prostu on był jakiś dziwny i dlatego nie wpasowywał się w kanony, które odpowiadałyby innym ludziom? Nie wiedział tego, ale pomyślał, że robiąc wszystko pod czyjeś dyktando czułby się tylko gorzej z samym sobą.
– Może cię nie lubią, bo nie chodzisz do kościoła? Moja mama się od jakiejś pani nasłuchała, że kłopoty ma ze mną, bo się nie modlę. Ogólnie czuję się jakbym mieszkał z jakąś sektą tuż za ścianą.
Miał szczerą ochotę poprosić Górskiego o to, żeby tak natarczywie mu się nie przyglądał. Czuł się przez to nieswojo i znów nabrał chęci, żeby jednak wycofać się i wrócić do domu, ponieważ powinien to zrobić już dawno temu. Jego mama pewnie połykała właśnie niebotyczną ilość ciastek z niepokoju.
OdpowiedzUsuńWestchnął, zirytowany faktem, iż w jego myślach pojawiły się ciastka. Wypił kilka łyków herbaty, zastanawiając się co powiedzieć i o co zapytać.
– O czym myślisz? – zapytał, nie mogąc ani pominąć tej kwestii, ani wywnioskować czegokolwiek z wyrazu twarzy Franciszka. Nie wiedział, czy mężczyzna był dla niego zbyt trudny do rozgryzienia czy może po prostu jego funkcje myślowe zaczynały zwalniać z powodu zmęczenia. Był za to niezaprzeczalnie ciekawy odpowiedzi, jeśli takowa miała w ogóle nastąpić.
Dopił herbatę, czekając na jakąkolwiek wypowiedź ze strony mężczyzny. Odstawił kubek na stolik, który stał nieopodal i podciągnął kolana pod brodę, owijając je chudymi ramionami.