poniedziałek, 18 listopada 2013


Piotr Król 
Na pierwszym miejscu najczęściej zadawanych pytań w Twoim życiu plasuje się – pozostające zawsze bez odpowiedzi – dlaczego?, zaraz za nim stoi pytanie gdzie jesteś?. Zaszczytne trzecie miejsce jedyne pytanie z tej trójki, na które masz szansę uzyskać odpowiedź: ile?. Od zawsze Twoje życie składało się z tysięcy pytań i tylko paru odpowiedzi. Szybko okazało się, że wiesz dużo mniej, niż przypuszczałeś, oraz że nie potrafisz niemal nic. Życie zweryfikowało Twoje cechy, pokazało Ci, jak bardzo skupiałeś się na tym, co nigdy miało Ci się nie przydać. Codziennie rzeczywistość wystawia na próbę Twój charakter, silną wolę i choć powinieneś uodparniać się z każdym wyzwaniem, Ty pragniesz jedynie się poddać, nie wytrzymać kolejnej próby. Brakuje Ci odwagi, by być słabym. Brakuje Ci siły, by odpuścić. Nie jesteś w stanie określić dokładnie, czy to przywiązanie, miłość, czy poczucie obowiązku trzyma Cię w tym więzieniu. Codziennie stajesz twarzą w twarz ze swoimi słabościami. Codziennie uderzasz w powietrze, wyobrażając sobie, że walczysz z tym, co założyło Cię pęta. Każdy przyjęty fizyczny cios pozwala Ci odczuć coś innego, niż tylko psychiczny dyskomfort. Potrzebujesz trzasku łamanych kości, metalicznego posmaku krwi w ustach, spuchniętych oczu, popękanych warg i krwawiących łuków brwiowych. Bijesz innych, widząc jedynie jego twarz.
        
Jeszcze mniej czasu, bądźcie cierpliwi. :>

21 komentarzy:

  1. [Jakie przystojne zdjęcie! Powzdychamy sobie z Olą, a powzdychamy. :D I Piotruś też fajny.
    Zaczniesz, prawda? ;>]

    miał miał :D

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bo jestem dobrze wychowana, proszę ja Ciebie. :D To czekam.]

    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  3. [Eh, Magda całe życie w mieście wielkim żyła, to może by jej się nauka jazdy na koniach przydała :D]

    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ona była tutaj jak miała dosłownie kilka lat, że nawet tego nie pamięta, a drugi raz była na boże narodzenie jak miała 16 lat... No to nie wiem. Może jak już tu była i uciekła z pasterki na papierosa spotkała Piotra? I kolejnego dnia też się spotkali na jakąś tam rozmowe, a później ona wyjechała...?]

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ojoj jakie to trudne się dogadać w tych czasach!
      No to niech się tak kojarzą z dawnych lat i teraz ona do niego przyjdzie (załóżmy już nie pierwszy raz na naukę jazdy) i w zamian za to zaprosi go na obiad?]

      Usuń
  5. [ A ja się zgłaszam po wątek. :D Wczoraj nawet chciałam wstawić kartę ale Piotruś był pierwszy i nie byłam na tyle cierpliwa aby czekać i poszłam spać ;x]

    A. Majewska

    OdpowiedzUsuń
  6. [O jacie, no pewnie! Oboje mi się podobają, więc wnoszę o użycie w wątku również Szymka ^^ Mamy jakieś pomysł?]

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zawsze Piotruś może do niej uderzać! :D Nikt mu tego nie zabrania.]

    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Boże, straszne rzeczy się tu dzieją. Zapewne wpadnie w lekką panikę bo ona zazwyczaj tylko zapisuje pacjentów, ale będzie mu się starała pomóc ! ]

    A. Majewska

    OdpowiedzUsuń
  9. Po raz kolejny wybrała się do stadniny koni. Może nie chodziło tutaj o samo jeżdżenie na koniach, bo właściwie zwierze jak zwierze, tylko o mniej przyjemnym zapachu. Ale widziała ten finansowy dołek tego miejsca i chętnie chciała wspomóc tych dwóch chłopaczków, którzy o nie walczyli. A właściwie walczył jeden. Chodziło też o trochę ruchu i o jakiekolwiek zajęcie w jej życiu. Ostatnimi czasy jedyne jej zajęcie to było plewienie ogródka, oglądanie telewizji, a w najbliższej przeszłości opieka nad małym kociakiem i grabienie liści na podwórzu. Zachowywała się jak prawdziwa kobieta ze wsi i o dziwo wiedziała, jak pewne rzeczy robić, choć życie spędziła w centrum stolicy.
    Przyszła oczywiście na piechotę, bo samochód zdawał się jej zbędny. Jeszcze siedzenia by przesiąkły zapachem konia. Było chłodno, a cała wieś drżała ze strachu przed nadchodzącą wodą. Ona natomiast z lekkim uśmiechem na twarzy przemierzała uliczki wsi. Ubrana w swoje ulubione, czarne kalosze z kokardą przy końcu cholewki. I w swoją czarną kurtkę sportową. Wygodne leginsy nie były ciepłym ubraniem na dzisiejszą pogodę.
    Dotarła do stadniny i powoli weszła do stajni. Znalazła tam swojego instruktora.
    -Dzień dobry-powiedziała swoim niskim głosem i uśmiechnęła się do niego. Wyjęła z kieszeni kurtki ogromną frotkę do włosów i szybko związała ogromny kok z dreadów na głowie.

    Magda

    [Jeżeli preferujesz dłuższe komentarze to szepnij tylko słówko ;)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Tak po cichu mogę powiedzieć, że Martynka zostanie zraniona, więc przyda się jej jakieś pocieszenie, czy cuś :P]

    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  11. [To jak na razie mogą być kumplami, gdzie Piotruś przychodzić może do Martyny na opatrunek, jeśli przychodnia jest zawalona ludźmi. Może także czuć do niej ciche zauroczenie :D Pasuje?]

    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jak tylko wymyślę, co mógłby jej ukraść, to zacznę ^^]

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Och jaki kochany ! Już sobie wyobrażam jak Antośka może normalnie z tego świata zejść jak go zobaczy.]

    A. Majewska

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciotka powtarzała, że nic się nie dzieje, że przecież jeszcze nie umiera, że może dalej pracować, że spacery wcale jej nie męczą. Ciotka powtarzała wiele kłamstw, z którymi nie potrafiła poradzić sobie Aleksandra – młoda kobieta, dla której kłamstwo było sztuką. Sztuką trudną do opanowania i sztuką zdradliwą. Nie mogła udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wszystko popadało w ruinę. Nie wierzyła w ani jedno słowo ciotki. Z uporem maniaka pilnowała godzin, w których należy przyjmować lekarstwa. Z podobnym nastawieniem woziła ciotkę po lekarzach i aptekach. Nie słuchała, kiedy ciotka mówiła, że mogła zostać w Toruniu, że na dobrą sprawę mogła ukończyć studia, zdobyć dyplom. Ciotka powtarzała, że nic się nie dzieje.
    Sytuacja, w której znalazła się Ola była chyba jedyną sytuacją w jej dotychczasowym życiu, kiedy musiała się postawić, kiedy musiała podejmować decyzje nie tylko za siebie. Starszej, chorującej kobiecie zawdzięczała sporo. Kiedy w wieku czterech lat straciła rodziców, ciotka Małgorzata przyjęła ją w swoje progi, zapewniła jako-taki byt, wysyłała do szkół i nie zmuszała do pracy, jak to czasami bywało z dzieciakami ze wsi. Palczewice były rajem, małym azylem Aleksandry, gdzie – chociaż każdy każdego znał – czuła się dużo swobodniej, niż wtedy kiedy była niezauważana w większym mieście.
    Chociaż Palczewice nie mogły zapewnić zbyt wielu rozrywek, chociaż ludzie żyli tutaj karmieni plotkami o samych sobie, Aleksandra nie mogła narzekać na nadmiar czasu wolnego. W domu ciotki każde pomieszczenie wymagała gruntownego sprzątania – o remoncie nie wspominając, jednak sama Olka nie mogła poradzić sobie ze zdrapywaniem starej, pękającej farby. Ola nie mogła poradzić sobie z przestawianiem ciężkich, starych mebli. Ola potrzebowała pomocy, a nie mogła przecież na całą pomoc wydać wszelkie oszczędności. Ola sprzątała, Ola ukrywała mankamenty i zlecała ciotce nowe zamówienia na swetry, szaliki, czapki i rękawiczki. Młode gospodynie domowe w Palczewicach nie radziła sobie tak dobrze z robótkami na drutach jak Małgorzata, która z przyjemnością ubierała nie tylko miejscowe pociechy. Ola spędzała też sporo czasu w miejscowej bibliotece. Dziwiła się, że w tak małej wiosce jest biblioteka, jednak z radością przyjęła stanowisko po cioci, wiedząc, że być może będzie to jedyna forma kontaktu z innymi ludźmi.
    Tego wieczora wypadło na nią, aby zamknąć budynek na noc, aby pamiętać o ogrzewaniu i światłach. Pamiętała o wszystkim, zbiegając lekko po kilku murowanych schodkach, założyła wełnianą czapkę na głowę, w dłoni trzymając miękki szalik. Podeszła do przypiętego z boku budynku roweru i mimo panujących wokół ciemności, próbowała poradzić sobie z zamknięciem. Niewiele musiała spędzić czasu na świeżym powietrzu, żeby zacząć szczękać zębami. Podskoczyła, słysząc niespodziewany hałas.
    Niespodziewany, bo wolałaby nikogo nie spotykać. Tutaj, w pewnej odległości od domostw mieszkańców. Tutaj – było strasznym miejsce, a Aleksandra, choć dorosła, zaczęła panikować.
    — Ktoś tu jest? — spytała cicho, wyciągając z kieszeni spodni telefon. Wyświetlacz nie należał do największych, ale dzięki niemu zauważyła nieopodal męską, szczupłą sylwetkę. — Halo? — Zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę chłopaka. Wystarczyło, aby blade światło tylko na moment padło na jego twarz.
    Słyszała. Słyszała sporo o Królach. O dwóch braciach. O Piotrze i o Szymonie. Ciotka Małgorzata czasami zapraszała do siebie znajome, czasami mówiły zbyt głośno i na pewno niezbyt pochlebnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mogę ci jakoś pomóc? — spytała lekko drżącym głosem, nabierając niepewnie powietrza w płuca. Zrobił kilka kroków w jej stronę, a ona jak głupia cofnęła się pod ścianę. Nie powinna. Stała nieruchomo, upuszczając telefon na ziemię, podobnie jak miękki szalik. Bała się, chociaż nawet nie wiedziała czego. Odgrodzenie sobie drogi ucieczki było najgłupszą rzeczą jaką zrobiła. Wstrzymując oddech, pozwoliła na to, aby chłopak złapał w palce cienki złoty łańcuszek, żeby dotknął niewielkiej blizny w okolicach szyi. Próbowała go ominąć, próbowała go odepchnąć, co pewnie było kolejnym z najgorszych błędów.
      — Możesz prze…
      Jej grzeczne pytanie przerwał krzyk. Krzyk wydobywający się z jej gardła. Uniosła dłonie i zacisnęła je na ramionach chłopaka, który okazał się silniejszy niż mogła sądzić. Była zbyt płaczliwa, nic dziwnego, że nawet na taką dawkę bólu zareagowała łzami, nadal próbując odepchnąć go od siebie.

      Aleksandra

      Usuń
  15. Cholera, nienawidziła listopadowych poniedziałków. Już wolała piątki trzynastego albo te głupie seriale, które Martyna namiętnie oglądała wieczorami, a przecież miała uczulenie na tasiemce pokroju Mody na sukces. Z dwojga złego jednak wolała udawać, że interesują ją rozterki miłosne bohaterów, bo przynajmniej mogła posiedzieć z ukochaną, niż łamać obcasy na tych podłych kocich łbach, którymi wyłożona była starówka w mieście. Nowe szpilki do wyrzucenia; kupiła je zaledwie miesiąc temu, jeszcze w październiku, kiedy wszystko szło po jej myśli. Teraz przyszedł znienawidzony listopad i fortuna przestała się do niej uśmiechać, a nawet - jak Wiśniewska wnioskowała po nieustannie lejącym jak z cebra deszczu i gubionych ciągle kluczykach do samochodu - najzwyczajniej w świecie wypięła się do niej tyłkiem.
    Jakby tego było mało, potęgowała się jej skleroza. Albo sama zapominała zakręcić tubkę z pastą - o co już tyle razy robiła piekło Martynie - albo kupiła wszystko poza chlebem, który znajdował się przecież na pierwszej pozycji jej listy zakupów (którą notabene też zostawiała na stole w kuchni), albo przez nieuwagę zapominała zamknąć drzwi do auta, kiedy tylko na chwilę wstępowała na pocztę; tak jak teraz.
    Ułamek sekundy wystarczył, żeby ten wstręty dzieciak zwinął jej z przedniego siedzenia torebkę. Zagotowało się w niej w momencie, ale chyba sama nie była pewna, czy wściekłość wynikała z faktu, że właśnie została okradziona, czy z tego że młodemu Królowi udało się to jedynie przez jej własną głupotę.
    Mrucząc coś pod nosem wsiadła do samochodu - portfel, w którym znajdował się zapasowy kluczyk do auta, miała przy sobie - i ruszyła w stronę domu chłopaka. Miała nadzieję, że zastanie jego brata. Nawet nie zależało jej na tym, by odzyskać torebkę od razu. Domyślała się, że Szymon gdzieś się z nią zaszył, by przejrzeć zawartość i zabrać najcenniejsze rzeczy, nim jego brat dorwie mu się do skóry. Chciała tylko powiadomić Piotra, że młody znów coś nabroił i że jak znajdzie chwilę czasu, wpadnie po swoją własność; jej marzeniem była pełna ciepłej wody wanna i pyszna kolacja, jaką tylko jej kochana potrafiła przyrządzić.
    Zastukała energiczne do drzwi, ignorując obecność dzwonka; ostatnio - o losie - miała do niego pecha. Nigdy nie działał, gdy próbowała go użyć, choć wcale nie był zepsuty.
    - Bądź, proszę - wymamrotała sama do siebie, przebierając w miejscu zmarzniętymi nogami. Miała nadzieję, że zastanie mężczyznę.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  16. [Jeśli oferta dalej ważna, to Martynka właśnie potrzebuje pocieszenia :D]

    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  17. Ola nie wiedziała zbyt wiele o Szymonie i o Piotrze. Jej wiedza ograniczała się do wspomnień z dzieciństwa i tego, co mówiła ciotka Małgorzata. Że niepotrzebnie wrócił, że niepotrzebnie wrócił z Szymonem, że spokojne życia w Palczewicach nie będzie już takie spokojne, że dzieci się boją, że dziewuchy się oglądają, że nic już nie będzie takie samo. Ciotka Małgorzata zapewne przesadzała, chcąc po prostu urozmaicić sobie okres, kiedy musiała prawie cały czas pozostawać w domu. Ludzie mówili, nikt tego nawet nie ukrywał. Nie potrafiła jednak razem z nimi nazywać go złodziejem, nie mogła śmiać się razem z nimi i siedzieć pod sklepem. Być może kilka lat spędzonych w mieście nauczyło ją innej mentalności, ale Aleksandra nigdy nie miała w sobie cech potrzebnych do bycia wioskową plotkarą. Nigdy też nie słuchała pogłosek, nie podążała ślepo za tym, co mówili i jak oceniali. Owszem, była naiwna i mało asertywna, ale miała zbyt dobre serce.
    Nie miała zamiaru odpowiadać mu na pytanie, nie po tym, co zrobił. Kiedy jednak odciągnął od niej swojego młodszego brata, poczuła ulgę, chociaż już wtedy rozumiała, że nie może winić o całe zajście Szymona. Nie powinna była go odpychać, tym samym prowokując. Powinna okazać cierpliwość, której przecież miała w nadmiarze. Powinna coś mówić, powinna odwrócić jego uwagę. Nie powinna była go odpychać. Uczucie ulgi trwało jednak zbyt krótko, zasłoniła usta dłonią, powstrzymując się przed krzyknięciem. Niepewnie spojrzała na sylwetkę wysokiego mężczyzny, kręcąc z niedowierzaniem głową. Dopiero potem, niepewnie dotknęła szyi, a na opuszkach palców została mieszanina śliny Szymona i jej krwi. Mogło być gorzej, prawda? Mogła trafić na kogoś gorszego. Szymon przecież nie był groźny.
    Kiedy Piotr kucnął nieopodal swojego brata, który coś niewyraźnie rzęził, leżąc na mokrej ziemi, podeszła do nich. Na lekko drżących nogach, jednak z niespotykaną pewnością siebie. Rozprostowała palce dłoni, którą do tej pory miała zaciśniętą w drobną pięść i go uderzyła. Pacnęła go w głowę, tak jak się robi wtedy, kiedy chce się zabić – zazwyczaj nieskutecznie – muchę. Miała jednak pewność, że to poczuł. Może nie miał stracić przytomność, może nie miał poczuć niewyobrażalnego bólu, ale wolała nie ryzykować i nie rzucać się na niego jak w jakimś amoku.
    — Nie musiałeś go bić! — krzyknęła, cofając się o krok. Może obawiała się tego, że Król w stanie i się odmachnie. Widziała, jak mocno uderzył Szymona i widziała jak nastolatek upada zupełnie bezwładnie. Na pewno nie chciała być na jego miejscu. Ani ona, ani Szymon nie zasłużyli na takie traktowanie. I chyba obrała sobie za cel, odpowiednie pouczenie dorosłego już mężczyzny. Mimo tego, że Szymon ją zaatakował, postanowiła stanąć w jego obronie. Bo to nie była jego wina. To była jej wina. Jej. Mogła zachować się inaczej. I musiała teraz w jakiś sposób to odpokutować, pozbyć poczucia winy, uciszyć sumienie.
    — I nic mi nie jest — mruknęła dopiero teraz, właściwie nie wiedząc po co. Rana na szyi pulsowała niezbyt ostrym, ale nieprzyjemnym bólem. Nie miała jednak zamiaru mdleć na widok krwi. Znowu zacisnęła dłoń w pięść i rozejrzała się po najbliższej okolicy, niepewnie schylając się po wcześniej upuszczony szalik.

    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń